pixabay-old-lady-107404_1920„Szkolna moda? Ludziom się w głowach przewraca…”. Starsza pani była najwyraźniej bardzo zdegustowana reklamą dotyczącą „super trendy” ubrań dla najmłodszych uczniów.

Bo jeszcze nawet pół wieku temu kwestia mody szkolnej praktycznie nie istniała, w szafie ucznia młodszej klasy po prostu nie mogło zabraknąć schludnego fartuszka z przypinanym lub przywiązywanym doń, a uprzednio starannie krochmalonym, białym kołnierzykiem. Dla dziewczynek miał on formę luźnej sukienki, czasem zebranej lekko w talii, fartuszek  dla chłopców przypominał nieco kurtkę pilota. Obowiązkowa kolorystyka? Granat z białymi akcentami. W dalszej kolejności w skład „służbowego” rynsztunku szkolnego wchodziła filcowa lub sukienna tarcza z emblematem szkoły. Obowiązkowo noszona na rękawie i starannie doń przyszyta.

Tymczasowe przypinanie jej na agrafkę niosło ze sobą konsekwencję w postaci nagany oraz uwagi zamaszyście wpisywanej do dzienniczka.

Na nogach noszono tenisówki (przez starsze dziewczęta przerabiane z upodobaniem na tzw. trumniaki, czyli buty w typie dzisiejszych balerinek) lub słynne juniorki uchodzące wówczas za obuwie juniorkiprozdrowotne. Do szkoły transportowano je w znienawidzonych przez wielu uczniów workach na kapcie, które wraz z wypełnieniem posiadały swój ciężar i przydawały się jako mocny argument podczas walk odbywających się w szatni szkolnej. Dla prymusów cennym trofeum i (piszę to oczywiście z przymrużeniem oka) „modnym” dodatkiem była czerwona plakietka zwana odznaką wzorowego ucznia. Zdecydowanie bardziej uniwersalnym dodatkiem była natomiast biała kokarda, ozdoba główki uczennicy młodszych klas, pasowała po prostu każdej i tej pilnej, i tej roztrzepanej.

Stylizacji ucznia epoki PRL-u dopełniał najczęściej brązowy tornister w typie teczki, z modną galanterią niemający wiele wspólnego – wykonany był z siermiężnego skaju (takowy podobno świetnie służył w roli sanek) lub z… tektury połączonej nitami. Sznytu dodawały mu elementy odblaskowe, które miały pixabay-person-828536_1920zapewnić dziecku bezpieczeństwo na drodze. Ubranie pod fartuszkiem powinno zaś być stonowane i praktyczne. I to wszystko.

Omawiany zestaw, choć może niespecjalnie twarzowy i niezbyt wygodny, w konserwacji miał za zadanie niwelować różnice ekonomiczne widoczne w prywatnej garderobie uczniów, dbać o ich  rozpoznawalność, a także budować poczucie wspólnoty i jedności.

Można śmiało rzec, że taka właśnie kombinacja pełniła rolę mundurka w ośmioletniej szkole podstawowej przez niemal cały okres trwania PRL-u. Obecny w polskim szkolnictwie już w okolicach początków XX wieku „tradycyjny” i solidny mundurek szkolny składający się z jednolitych nieco militarnych marynarek, wełnianych spodni, plisowanych spódniczek, a także zunifikowanych czapek i beretów, jakkolwiek kojarzy się z dawnymi czasami, w PRL-u, raczej już nie występował, było to związane głównie z trudnościami aprowizacyjnymi. Jego miejsce przez lata zajmowałymoda-szkolna-flickr11102351946_f797bf343a_b właśnie uniwersalne fartuszki z ciemnych podszewkowych i niestety bardzo sztucznych tkanin, okazyjnie nabywane lub też pracowicie fabrykowane przez mamy i babcie. Z uwagi na zróżnicowane talenty i gust szyjących każdy był odrobinę inny, co na pewno posiadało swój urok, choć  podobno w niektórych ze szkół fartuszki musiały być absolutnie identyczne. W PRL-u nakazy dotyczące garderoby szkolnej towarzyszyły także uczniom szkół ponadpodstawowych praktycznie aż do klasy maturalnej, w której czasem ponoć nieco przymykano oko na image dorastającego  ucznia.

 pixabay-school-uniform-1523521_1920Jak jednak wyglądała sprawa licealnego ówczesnego out-fitu? Starszej młodzieży próbowano w latach 60. zaproponować bardziej zróżnicowany kolorystycznie, modny i  twarzowy ubiór szkolny składający się z teksasowych kompletów z barwnymi akcentami w odcieniach fioletu, jednak, prawdopodobnie z powodu kosztów, te ambitne założenia Zakładu Ubioru Instytutu Wzornictwa Przemysłowego spełzły na niczym. Niczego to nie zmieniło i nadal w  niektórych liceach wymagano biało-granatowego zestawu złożonego z własnych, prywatnych ubrań uczniów – koszuli, swetra lub marynarki, spódnicy bądź spodni. W jeszcze innych liceach obowiązywał zunifikowany, przygotowany już przez szkołę zestaw: spodnie (tylko chłopcy) lub spódnica plus kamizelka, wszystko w szarościach, jednak pod spodem śmiało można było nosić kolorową modną bluzkę lub koszulę i to akurat nikogo nie raziło. Warto dodać, iż w ówczesnej szkole – jeszcze z początkiem lat siedemdziesiątych – uczennica w spodniach była na cenzurowanym, w wielu placówkach spodnie przez długi czas nie były dozwolone dla dziewcząt poza narciarskim stokiem. W latach 90. zaczęto odchodzić od jakiegokolwiek rygoru ubraniowego w szkole, uczeń na zajęciach  miał wyglądać po prostu czysto i schludnie.

W 2006 roku, za sprawą ówczesnego ministra edukacji Romana Giertycha, mundurki obowiązkowo wróciły do szkół podstawowych i gimnazjalnych. Liceom dano wolną rękę w podjęciu decyzji dotyczącej stroju szkolnego.

Działanie to było częścią programu „Zero tolerancji dla przemocy w szkole”. Wzory mundurków nie były zunifikowane, każda szkoła mogła posiadać swój własny model, często opracowywany wespół z samymi uczniami i ich rodzicami. Już od 2008 roku przymus mundurków został znów oficjalnie zniesiony. Czy jednak teraz wszystko wolno?

Uczeń spędza w szkole średnio średnio 8 godzin dziennie, warto zastanowić  się więc jaki powinien być ten strój do szkoły. Chciałoby się powiedzieć, że modny, schludny, ale przede wszystkim jednak wygodny i co ważne dobrze znoszący częste pranie. W pewnym momencie dorastający człowiek za sprawą  burzy hormonów i szkolnych stresów poci się niezwykle intensywnie, wskazane byłyby więc tkaniny z przewagą włókien naturalnych, oddychające i wdzięczne w konserwacji.

Tyle podpowiadałby rozsądek, a jak jest naprawdę?

Być może w myśl zasady, że zabronione kusi dwakroć bardziej, poszczególne szkoły przeważnie niepixabay-ashion-1421085_1920 regulują obecnie szczegółowo kwestii wizerunkowych swoich uczniów. Niemile widziane są jednak z pewnością stroje przesadnie wyzywające czy epatujące golizną, podobnie jak bardzo intensywny makijaż czy długie tipsy lub wyrazista masywna biżuteria. Na cenzurowanym bywa  też, niestety, obnoszenie się ze swoją ideologią, a także ….dredy. Z zasłyszanych tu i ówdzie rozmów wynika, że młodzi ubierają się najczęściej w modnych sieciówkach, w wersji oszczędnościowej po prostu na bazarze lub w azjatyckim markecie; niektórym przez całe lata edukacji ubrania wybierają rodzice, inni, szczególnie dziewczyny, co najmniej od czasu gimnazjum same decydują pixabay-baby-1387709_1920o tym, co będą nosić. Szkolnym wygodnym standardem dla gimnazjalistów i licealistów są dopasowane dżinsowe spodnie bądź u uczennic wygodne legginsy, do tego jakiś t-shirt, no i bluza (może być z bohaterem z kreskówki), na nogach dziewczyn znajdują się buty w typie balerinek bądź uniwersalnie – i dla chłopaków, i dziewczyn – adidasy. Ciągle żywa jest pogoń za marką sportowych butów, a najbardziej aprobowane przez rówieśników do tanich niestety nie należą. Uczennice chętnie noszą delikatne bransoletki i  kolczyki wkrętki, zaś swoje włosy modnie zaplatają, robią koczka lub też w starszych klasach pieczołowicie prostują i puszczają luźno. Od momentu opuszczenia podstawówki na twarzach wielu uczennic pojawia się subtelny, najczęściej korygujący niedoskonałości dojrzewającej cery makijaż plus błyszczyk lub delikatne zaakcentowanie tuszem oka. Kiedyś byłoby to nie do pomyślenia. Teraz często prawie nie sposób  odróżnić licealistkę od dorosłej pracującej kobiety. Kamuflażu przydają uczennicom modne, pakowne torby miast „dziecinnych” i niekobiecych plecaków, które ponoć, uwaga: „pogrubiają z profilu”,  za to zdecydowanie lepiej sprawdzają się przy dźwiganiu ciężkich podręczników.

Bezpieczeństwo uczniom mają zapewnić obowiązkowo noszone w wielu szkołach  identyfikatory.
Jak więc widać, w większości szkół poza jednostkowymi przypadkami szkół niepublicznych lub szkół  pixabay-boy-1372951_1920wyjątkowo przywiązanych do tradycji, mundurek już na dobre odszedł do lamusa. Są jednak i takie placówki edukacyjne, w których należy nosić na co dzień nie tyle mundurek, a tzw. jednolity strój szkolny, czyli ciemną koszulkę, kamizelkę lub marynarkę z naszytym logo szkoły. Czasem niestety z powodu kosztów materiał, z którego wykonano te ubrania, ma niewiele wspólnego z włóknami naturalnymi i wysoką jakością. Nierzadko również w tego typu nieprzemyślanych szkolnych kombinacjach w zimie jest zimno, a w cieplejszych miesiącach niemiłosiernie gorąco.

Ciekawym i modnym obecnie pomysłem są w niektórych liceach mundurowych tzw. dni ubioru służbowego. Młodziutcy przyszli policjanci, wojskowi, stewardessy lub pracownicy hoteli w drodze do szkoły wcale nie próbują ukrywać swojego mundurowego stroju przed przechodniami czy współpasażerami komunikacji miejskiej.

Wydaje się, że często jest w nich nawet sporo dumy, bo taki mundurek-mundur kojarzy się z konkretnym pomysłem na życie i pewnego rodzaju elitarnością.
– „Szkoła to nie jest rewia mody ani wybieg!”. Pamiętacie jeszcze to  powiedzenie nauczycieli ganiących pierwsze uczniowskie eksperymenty z własnym wizerunkiem? A może historia zatoczyła koło i teraz te słowa padają właśnie z waszych ust?
pixabay-punk-young-175504_1920Czy ekscentryczna fryzura prymusa umniejsza jakoś jego umiejętności i zaangażowanie w zdobywaniu wiedzy? Usilnie uczymy dzieci i młodzież, aby nie oceniać nikogo po wyglądzie. Aż chciałoby się przywołać drugie słynne powiedzenie: nie oceniaj książki po okładce. Każdy z nas był kiedyś uczniem i miał „zielono” w głowie. Trudno zaprzeczyć temu, że to właśnie młode lata są czasem poszukiwania własnego wizerunku, akceptacji zmieniającego się ciała oraz uświadamiania sobie, jakie są mocne i słabsze elementy naszej budowy ciała. Dbałość o stosowny i twarzowy ubiór  podobnie jak plastyka ćwiczy poczucie estetyki, które przecież nie zawsze jest wrodzone. Później na taką naukę trochę brak już czasu, a bywa również, iż brak już również chęci i młodzieńczej odwagi. Wreszcie ubiór wyraża indywidualność, styl noszenia się, który ewoluuje wraz ze swym właścicielem, jest po prostu częścią jego samego. Łatwo jednak, szczególnie w młodym wieku, popaść w pułapkę obsesyjnego udoskonalania swego wizerunku zewnętrznego przy jednoczesnym zaniedbywaniu spraw intelektu i wnętrza, posiadania rozwijających pasji i budowania pixabay-boy-414534_1920wartościowych relacji z drugim człowiekiem, jaki by on nie był zewnętrznie, brzydki czy ładny, modny czy niemodny w wyglądzie.
Hitem w sieci jest ostatnio dostępny na YouTube tutorial dotyczący makijażu szkolnego dla… chłopaka. Aż chciałoby się zapytać, czy to żart, czy znak naszych czasów? We wszystkim jak zawsze najbardziej pożądany byłby złoty środek. Nasza rola jako dorosłych polega zaś na byciu dobrym acz nienachalnym doradcą w tych młodzieńczych poszukiwaniach.

Daria Woszczatyńska-Przybylska

 

foto: Pixabay,

Juniorki By Tomasz O. – Praca własna, CC BY-SA 3.0,

https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=32634298