„To nie książkę” nie ocenia nie Dominik Wiśniewski. Recenzja w zasadzie szydercza.

Czasami przez moje ręce i oczy przewijają się rozmaite kurioza – zarówno te filmowe jak i wydawnicze. Niektóre z nich wywołują u mnie uśmiech politowania, inne z kolei reakcję typu: „co ja kur.. de czytam/oglądam”, skłaniając tym samym do refleksji nad bezproduktywnym trwonieniem swojego wolnego czasu na tego typu „dzieła”. W ostatnich dniach w me ręce trafiła szumnie nagłaśniana „To nie książka” autorstwa Keri Smith. Postanowiłem sam na sam zmierzyć się z tą marketingową bestią…

Produkt książkopodobny autorstwa Keri Smith (tak, książkopodobny. W końcu “To nie książka”…) to taki papierowy fidget spinner – zabawka prosta i absolutnie bezużyteczna, stworzona tylko po to aby twórca mógł czerpać z niej jak największe profity. Ów rzecz jest przedstawiana jako zbiór kreatywnych tekstów wymagających od odbiorcy pewnego zaangażowania: tu trzeba coś wyciąć, tu przykleić, tam narysować, ale tak na prawdę nie ma w tym żadnego konkretnego celu. Po prostu to zrób. Banał nad banały ubrany w szatę graficzną rodem z Bohdana Butenki. Nie wiem za bardzo do kogo jest to adresowane. Zestaw głupiutkich “zadań” nie spodoba się dzieciom a większość dorosłych uzna te bzdury za zwyczajną stratę czasu. Wcześniejsza “twórczość” i sukces Smith jest świetnym przykładem na to jak społeczeństwa (głównie zachodnie) stają się niewolnikami trendów. Wystarczy dobra akcja marketingowa by z nijakiego produktu stworzyć rzecz z etykietką “absolutny must have”. Żal mi jedynie tych wszystkich drzew, które posłużyły za strony dla tego potworka… Osobiście nie polecam. Za okładkową cenę tego tworu można kupić znacznie wartościowszą książkę, bądź wybrać się na film do kina. Tylko przypadek zrządził, że ów produkt trafił w moje ręce. Dostałem go jako gratis do znacznie wartościowszego zamówienia – dziękuję księgarni za miły gest. Niestety, nie zasili on moich zbiorów. Osobom, które za bardzo nie wiedzą co zrobić z takim nieprzydatnym upominkiem polecam dwa wyjścia:

1. Oddać. Najlepiej do biblioteki. Znajomemu/znajomemu którego się nie lubi. Obcej osobie siedzącej na ławce w parku.
2. Postąpić zgodnie z poleceniem na stronie 99 i zostawić “nie książkę” gdzieś na noc… Najlepiej w śmietniku.

Na koniec chciałbym przytoczyć słowa Uberto Eco: „Kto czyta książki, żyje podwójnie.”, nawiązując do nich dochodzę do wniosku, że: „Kto czyta to nie książki, nie ma własnego życia”. Kreatywnie niekreatywne. Nie polecam to nie książkę, ponieważ „To nie książka”.

Dominik Wiśniewski

O autorze: Dominik Wiśniewski –  dziennikarz i fotograf, fan motoryzacji i historii wojskowości. Nie obca mu literatura i sztuka – zarówno tych wyższych jak i niższych lotów. Czasami szyderczy i lekko stronniczy. Niepoprawnie polityczny kinomaniak i miłośnik podróży wszelakich. Zdjęcia autorstwa Dominika