Koniec II wojny światowej był zwiastunem nowych czasów, w których po pięciu krwawych latach w końcu nastał względy spokój dający zapomnieć o tych traumatycznych chwilach. Wiele młodych osób na zachodzie pragnęło zostać gwiazdami filmowymi czy sławnymi literatami; wszystko po to, by brylować w towarzystwie i zdobyć sławę…

 

W ówczesnej Polsce aspiracje zawodowe nie były aż tak wyszukane. W zniszczonym i ograbionym kraju artyści nie mieli lekko, a socjalistyczna ojczyzna potrzebowała rąk do fizycznej pracy. Z tego względu wielu młodych Polaków marzyło o zawodzie murarza, piekarza czy górnika… dotyczyło to również kobiet, wśród których znalazła się Magdalena Figur, której marzeniem było zostać… traktorzystką.

Urodzona w 1927 roku Magdalena była niczym niewyróżniającą się wiejską dziewczyną. Pracowała w gospodarstwie. Pomagała rodzicom.

Skąd u młodej dziewczyny wzięła się ta fascynacja? Będąc nastolatką Magdalena Figur często pomagała swemu ojcu w pracy na roli. Przyglądała się też jak naprawiał rower i inne pomniejsze maszyny.

Któregoś dnia idąc za pługiem ciągniętym przez dwa konie ujrzała pracownika na traktorze wykonującego tą samą pracę co ona, lecz z dużo mniejszym wysiłkiem i co najważniejsze… na siedząco.

Widok siedzącego traktorzysty i buchającego kłębami dymu traktora zmotywował ją do tego by podjąć naukę w tym kierunku. Ówczesna sytuacja polskiej wsi nie pozostawiała młodym złudzeń… jeśli już miało się możliwości, trzeba było kształcić się w zawodach  dający pewny prestiż, a taki dawała tylko ciężka praca fizyczna.

Przodownicy pracy bili rekordy współzawodnictwa, przekraczając normy nakreślane przez plan, płacąc za nie zdrowiem, krwią, potem i łzami. Budowlane tablice dumnie prezentowały nazwiska najlepszych z nich, wykonujących nierzadko 200 czy nawet 300% normy. „Pracujemy w trójkę – budujemy za dwunastu” – tak głosił jeden z socjalistycznych plakatów zachęcających do szaleńczej rywalizacji.

Było o co walczyć. Wzorowy przodownik stawał się robotniczym celebrytą uczestniczącym w spotkaniach z komunistycznymi władzami oraz był ważną osobistością na ludowych zabawach. Ciężka praca nierzadko była nagradzana własnym mieszkaniem, co było nie lada osiągnięciem zważając na trudną sytuację w powojennym kraju.

Komuniści skwapliwie wykorzystywali każdą nadarzającą się okazję do tego, by poprzez ciężką pracę promować totalitarny ustrój i zachęcać do wstępowania w szeregi brygad pracowniczych czy organizacji w rodzaju ZMP.

Wiązało się to nierzadko z szybką karierą, zarówno zawodową jak i polityczną. Wielu działaczy trafiało na pierwsze strony gazet zyskując tym samym niemałe uznanie w oczach ludu – tak tworzyła się ówczesna „elita”.

Magdalena Figur nie pragnęła zaszczytów i sławy; chciała tylko wykonywać swoją pracę. W lutym 1949 roku została skierowana na kurs traktorzystów w którym prócz niej brała udział także inna kobieta (koleżanka Peskówna z Wejherowa) oraz czterdziestu mężczyzn.

Kurs traktorzysty nie należał do najłatwiejszych. Prócz wiedzy teoretycznej trzeba było nabyć praktykę, która wiązała się z obsługą traktora, w tym pierwszego polskiego powojennego ciągnika URSUS C-45.

Nie było to łatwe zadanie. Samo uruchomienie maszyny nie ograniczało się do przekręcenia kluczyka jak to ma miejsce we współczesnych ciągnikach. Był to mozolny i żmudny rytuał, który trzeba było wykonać aby silnik „zaskoczył”. URSUS C-45 był kopią Lanza Bulldoga i wymagał takiej samej kultury obsługi jak jego niemiecki pierwowzór.

Aby go uruchomić, najpierw przy pomocy lutlampy (rodzaj palnika) należało rozgrzać umieszczoną z przodu ciągnika gruszę żarową do blisko 600°C – wtedy następował zapłon oleju napędowego pobudzający silnik do pracy. W odpalaniu pomagała również kierownica, która pełniła rolę korby. Po jej demontażu umieszczało się ją w bocznym kole zamachowym i obracało do chwili uruchomienia traktora.

Taka obsługa wymagała niemałej siły i wprawy. Do tego dochodziły inne niekorzystne warunki pracy jak ogromny hałas i wstrząsy emitowane przez jednocylindrowy silnik ciągnika C-45. Zdarzały się nawet przypadki w których obracająca się w kole zamachowym kierownica łamała pracowniom ręce(!).

Zrozumiałym zatem było, że dla kobiet nie będzie to łatwa praca. Wspomniana już wcześniej Peskówna nie wytrzymała trudów kursu i odeszła.

Pozostała tylko Magda Figur. Młoda dziewczyna ze wsi była uparta i postanowiła pokazać wszystkim wokół, że nadaje się do tego zawodu. Po wielu mękach udało się jej ukończyć kurs z bardzo dobrym wynikiem, zapewniając status „pierwszej polskiej traktorzystki”.

Jak można się domyślać, fakt ten nie umknął komunistycznym władzom.

W maju 1949 roku Figur została poproszona o pozowanie do propagandowych fotografii  propagujących hasło: „Kobiety na traktory!” . Młoda traktorzystka została uwieczniona na amerykańskim ciągniku John Deer, będącym darem UNRRA. Po kilku zdjęciach realizatorzy z Polskiej Kroniki Filmowej nakazali jej krótki przejazd ciągnikiem, mający zaprezentować hart ducha motywujący przyszłe kandydatki do zawodu. Figur przejęta całą sytuacją jadąc nie zauważyła przed sobą muru w który wjechała z całym impetem.

Na szczęście nic się jej nie stało. Zdarzenie to było powodem do docinek ze strony kolegów po fachu mówiących: „po co baby dawać na traktory?!”. Figur nie zrażona całą sytuacją oraz docinkami, odgryzała się im się jak to sama ujęła: „czystą łaciną”. Niewyparzony język Figur zamykał usta wszelkim żartownisiom i prześmiewcom.

Filmowy materiał z wpadki nie został nigdy opublikowany, lecz nawiązanie do niechlubnego zdarzenia zainspirowało później reżysera Jana Łomnickiego do umieszczenia tej sceny w serialu „Dom”. Jedna z serialowych postaci, członkini zespołu „Mazowsze” – Ewa, odgrywała przed kamerą PKF rolę pierwszej polskiej traktorzystki i podobnie jak Figur, również miała podobnie przykry incydent.

Magda Figur już jako pełnoprawna traktorzystka rozpoczęła swą pracę na Żuławach w miejscowości Błotnik. Był to teren niezwykle trudny. Głównie ze względu na zalegający wieloletni odłóg i dość słabe ciągniki mające problem z pracą na roli. Trzeba było ogromnego wysiłku by przywrócić te tereny do ponownego użytku. Ciężka praca została nagrodzona stanowiskiem szefowej pierwszej polskiej brygady traktorzystek, gdzie uczyła młode adeptki przyszłego fachu.

Praca „nauczycielki” również nie należała do najłatwiejszych. Wiele dziewczyn zniechęcało się ciężką pracą, lub odchodziło z niej ze względu na  swoich mężczyzn. Została tylko grupka wiernie trwająca u jej boku – to właśnie z nią przeprowadzała większość prac polowych.

Na podstawie jej wcześniejszego zdjęcia plastyk Witold Chmielewski w 1951 roku opracował słynny plakat „Młodzieży – naprzód do walki o szczęśliwą, socjalistyczną wieś polską”.

Z okazji Święta Plonów w 1952 roku Figur odebrała gratulacje od pierwszego prezydenta PRL Bolesława Bieruta. Całość została uwieczniona na kronice filmowej, którą z charakterystycznym zacięciem komentował Andrzej Łapicki. Dla ówczesnej klasy pracującej było to wyróżnienie porównywalne z audiencją u imperialistycznej królowej angielskiej – był to wielki powód do dumy.

Następne lata mijały jej na pracy w PGR-ach, gdzie słynęła z solidnej i dokładnej pracy. Była szefową grupy traktorzystów, których nierzadko potrafiła zrugać w charakterystycznym dla siebie stylu: świnie tu ryli, czy to jest orka?”.

Bardzo nie lubiła niechlujstwa i nieróbstwa – w ten sposób zdobywała sobie uznanie dyrektorów okolicznych PGR-ów.

Po raz ostatni w kronice filmowej wystąpiła w 1972 roku, gdy odbierała nowe ciągniki URSUS C4011 produkowane na licencji czechosłowackiego Zetora.

Wraz z upływem lat zainteresowanie Magdaleną Figur słabło. Nastały inne czasy. Młodzież nie interesowała się przodownikami pracy – mieli już innych idoli. Miejsce traktorzystów, górników, murarzy zaczęli zastępować Skaldowie, Filipinki, Niemen… każda dziewczyna chciała być piosenkarką, aktorką… Chłopcy marzyli o zawodzie pilota i kierowcy rajdowego…

Bycie człowiekiem pracy, ze wsi, było powodem do skrywanego wstydu. Wieś kojarzyła się z nieokrzesaniem i nudą. Wszyscy pragnęli zapachu miasta.

Za 35 lat pracy Magdalena Figur w nagrodę otrzymała żółty ciągnik URSUS C-360, który służył jej praktycznie do ostatnich dni. Sama dokonywała w nim napraw – ciągnik i mechanika była jej ciągłą pasją.

„Do ciągnika to trzeba mieć zamiłowanie. Dbać koło niego to on coś zrobi”, mawiała.

O najnowszych modelach wypowiadała się: „Teraz to ten traktor to ma komputer, ma lodówkę, radio, telewizor. Ten komórkowy telefon – to nie do pomyślenia”.

Zawsze uznawała iż technika powinna być jak najprostsza, bez zbędnej elektroniki.

Prócz ciągnika otrzymała również odznaczenia min. Sztandaru Pracy czy 5-cio lecia Polski Ludowej. Do medali w późniejszych latach doszedł także tytuł Honorowego Obywatela Gdańska, lecz tak naprawdę nie obchodziły ją żadne odznaczenia tylko sama praca. Żyła nią. Tą radością, że może coś zrobić. Coś prostego, ale zarazem przyczyniającego się do budowy jej ojczyzny – nie ważne, że była ona rządzona przez komunistów.

Lata mijały… pani Magdalena stała się już czerstwą staruszką zapomnianą przez Polskę. O jej losie przypomniał film dokumentalny Ewy Pięty pt. „Dziewczyna z plakatu”, opisujący jej historię i zamiłowanie do traktorów.

Pani Magdalena zawsze żartowała, że chce być pochowana ze swoim ciągnikiem. Choć zdrowie jej dokuczało to starała się do ostatnich chwil być aktywna.

Zmarła w 2007 roku – 6 lat po nakręceniu tego filmu.

Czasy socjalizmu na szczęście już minęły. Dziś młodzież rozpoczyna swą „karierę” na youtubie i innych portalach społecznościowych. Nikt za bardzo się nie garnie do fizycznej pracy… ale, kto wie. Może gdzieś daleko są jeszcze młodzi ludzie, którzy marzą o tym, aby zostać kimś takim jak „znana,nieznana” pani Magdalena Figur…

 

Autor: Dominik Wiśniewski

 

 

 

Zdjęcia: domena publiczna

 

Dominik Wiśniewski – dziennikarz i fotograf.  Fan motoryzacji i historii wojskowości. Nie obca mu literatura i sztuka – zarówno tych wyższych jak i niższych lotów. Czasami szyderczy i lekko stronniczy. Niepoprawnie polityczny kinomaniak i miłośnik podróży wszelakich.