Cóż za cudowny dzień, pogoda typowo plażowa, od rana dobre rzeczy wokół mnie. Jest dobrze….I tak szczęśliwie dobrnęłam do 14.00 czyli do momentu przebudzenia. Około tej właśnie godziny dnia powszedniego dostałam w łeb obuchem.

Zachciało mi się iść do banku. Zaparkowałam na osiedlowej uliczce. pixabay city-1284508_1280“Przycumowałam” prawidłowo i radośnie pobiegłam załatwiać sprawy z mojej dość długiej listy. W banku znów poszło dobrze lecę więc w skowronkach odhaczyć załatwiony temat. I bęc! Z obu stron zostałam skutecznie zastawiona przez tzw. kierowców płci męskiej jak się później okazało. Obaj stanęli nieprzepisowo, ten od strony maski  mimo, iż zaparkował milimetry ode mnie i tak tylnymi kołami pozostał na wjeździe parkingowym. W dalszej części historii nazwę go Paluch, gdyż krzycząc, pragnął okaleczyć mnie wyprężonym palcem wskazującym. Drugim bohaterem był pan parkujący za mną, pseudo na potrzeby tej opowieści Ludzki Cwaniak (nie mógł się zdecydować czy ludzki czy cwaniak), trzecią najbardziej chyba zaskakującą rolę odegrała fryzjerka z salonu fryzjerskiego, nazwę ją Czarna Dama ze względu na kolor jej włosów i dla kontrastu wobec mojej aparycji.

Wracając do wątku głównego, pomimo trudności i odległości maksymalnie utrudniającej wyjazd postanowiłam dzielnie wyjechać. I tak sukcesywnie przód, tył, przód, tył i staaaało się, oparłam moje auto tyłem delikatnie o przód niechcianego sąsiada. Zdumiewający jest fakt, że panowie widząc moje męczarnie nie podjęli próby pomocy bym mogła szczęśliwie odjechać w siną dal. Co to, to nie. Zza okien pixabay man-1044151_1280obserwując moje poczynania czekali na bum. Zdawało się słyszeć  ich wewnętrzny dialog:

“….no patrz! zaraz walnie, no iiiii……. no i masz baba, wiadomo! no a jak!”

Jakżebym więc miała ich zawieść. Wybiegli z niekrytą satysfakcją. Ludzki Cwaniak natychmiast rzekł do mnie tonem nie znoszącym sprzeciwu:”Piszemy oświadczenie”. Niestety nie jestem z tych posłusznych, więc spokojnie odpowiedziałam, że nie ma takiej możliwość możemy ewentualnie zadzwonić po policję, bo obaj panowie zaparkowali nieprawidłowo. Wówczas wszyscy sprawiedliwie dostaniemy mandaciki. Należy dodać, że nie stwierdziliśmy żadnych uszkodzeń co mogłoby podważać lansowaną przez obu panów teorię, że nie umiem jeździć, komu z Was bowiem udało się “pyknąć” inne auto nie zostawiając “okruszka” śladów:)?

Tu podam cytat na potrzeby wątpiących lub szukających pomocy w podobnej sprawie:

W kodeksie drogowym „Prawo o ruchu drogowym”, w rozdziale 5, zatytułowanym „Porządek i bezpieczeństwo ruchu na drogach”, znajdziemy regulacje prawne dotyczące postoju. O tym gdzie, jak i pod jakimi warunkami można zostawić pojazd mówi art. 49 ust 2. Czytamy tam, że zabrania się postoju: w miejscu utrudniającym wjazd lub wyjazd, w szczególności do i z bramy, garażu, parkingu lub wnęki postojowej.

I się zaczęło…..

Panowie nie kwapili się do dzwonienia po służby specjalne. Na początek Ludzki Cwaniak starał się udowodnić moją nieporadność i pouczać mnie tonem mentora, że nie powinnam cofać, żeby wyjechać (w sensie, że nie umiem) z drugiej strony doskoczył do mnie natychmiast Paluch, czerwieniąc się,  śliniąc, krzyczał: “że fakt, iż on źle zaparkował i mnie dodatkowo zastawił, nie upoważnia mnie do podjęcia próby wyjechania z patowej lokalizacji. Mam grzecznie czekać na powrót panów”. W sumie, dawno nie widziałam tak wytrzeszczonych z wściekłości oczu. To zdumiewające, że ten, który zawinił najbardziej najwięcej krzyczał. Pomału zaczęłam odczuwać tzw nerwa. Cała cudowna, pozytywna energia zgromadzona od rana uszła ze mnie jak powietrze z dziurawego balona.

Dwóch na jednego to już za dużo – pomyślałam.

Na co wybiegła pani z salonu fryzjerskiego.pixabay man-1459662_1280 Sądziłam, że idzie głos rozsądku, kobieta, w końcu siły będą wyrównane, jakoś się dogadamy. Natychmiast się przekonałam, jak jestem naiwna. Pani była osobistym ochroniarzem Ludzkiego Cwaniaka. Wykrzyczała, że ma kolegę w drogówce, że ona od zawsze tak parkuje i nikt jej nie mówi, że źle (sic!). Poprosiłam grzecznie, aby się douczyła z działu ” parkowanie”. Masz ci los! Że też mnie podkusiło, rzecz jasna przekroczyłam cienką czerwoną linię. Dostało mi się natychmiast. Okazało się, że to przez moje blond włosy nie mogłam wyjechać. Głupia blondynka! – krzyczała oddalając się na bezpieczną odległość. Zapytałam z przekąsem, czy ja mam jej na to odpowiedzieć, że jest gruba, aby dostosować się do poziomu argumentacji.  Tak właśnie zostałam sprowadzona do poziomu zero. Dałam się, moja wina. Siedzę teraz z wyrzutami sumienia, bo chociaż mam poczucie, że miałam słuszność, to zwyczajnie było mi przykro jak wiele złości i agresji wywołała sytuacja na pozór prosta do rozwiązania. Wystarczyło przecież, aby panowie, widząc jak się męczę, nie oceniając, wyszli i odjechali swoimi rumakami.

Wnioski: Otóż każdemu z nas coś się włączyło, jakby głęboko skrywana funkcja, bez wentylu bezpieczeństwa. Paluch (wstępna diagnoza: miał jakiś głębszy powód/problem ze sobą, może nawet nie lubi kobiet:) ujawnił swoje sadystyczne skłonności do wkładania komuś palca w oko. Ludzki Cwaniak wyłuszczył z siebie nachalny pedagogizm. Czarna Dama…. cóż do końca nie wiem, ale chyba dała się nabrać, że kolor włosów ma coś wspólnego z intelektem, bo przecież to działa w dwie strony….

Aby sprawiedliwości stało się zadość muszę powiedzieć co we mnie ta sytuacja wybudziła. Absolutne poczucie, że nadal muszę bardzo mocno pracować nad zdaniem:

“Nie ważne co dostajesz, ważne co z tym zrobisz”

AB

Wszystkie postaci i wydarzenia są fikcyjne, wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe  i niezamierzone