Jej przyjaciele twierdzą, że nawet, gdy „wyleguje się na leżaku pod palmą, to tylko od szyi, bo głowa zostaje w jakimś projekcie, analizie czegoś i rozważaniu”. Nigdy się nie nudzi. Jest konsekwentna, uparta i bezpośrednia. 

Kontynuuję rozmowę z psychologiem, naukowcem, coachem, dyrektorem Polskiego Teatru Mody i autorką ostatnio wydanej książki pt. ”Dar dna”, profesor Sławomirą Anną Gruszewską. Dziś posplatają się różne wątki, również te, które wykraczają poza naukę. Będą więc elementy biograficzne, wspomnienia i niespodzianki. Moja rozmówczyni (jak sama o sobie mówi) jest niestandardowa, nieprzewidywalna i tajemnicza. Zapraszamy zatem do lektury, która dla wielu będzie wstępem do wewnętrznej przemiany.

A.B:  JEST  PANI PSYCHOLOGIEM, COACHEM I WYKŁADOWCĄ AKADEMICKIM. CZY NICZEGO NIE POMINĘŁAM?

S.A.G: W zasadzie nie! (śmiech). Jestem psychologiem i zajmuję się psychologią społeczną, neuropsychologią, psychologią twórczości i psycholingwistyką.

Coaching jest dla mnie doskonałym sprawdzianem przydatności teorii w praktyce.Prowadząc różnego rodzaju warsztaty, niczego nie narzucam ich uczestnikom, ale pomagam im zrozumieć, dlaczego są tacy, jacy są i jak to mogą wykorzystać, aby ich projekt życia ( bez względu, co stanowi jego treść) zakończył się dla nich poczuciem spełnienia.

Wychodzę z założenia, że każdy kryzys jest do opanowania, ale muszą zostać spełnione przynajmniej dwa warunki: pierwszy, to nie zastanawianie się,”czy mój pomysł, ktoś kupi, i ja się nie ośmieszę”, a drugi, „ to śmiałe i odważne opuszczenie (wygodnej i znanej) strefy komfortu”.

AB: GDZIE MOŻNA UCZESTNICZYĆ W PANI WYKŁADACH?

S.A.G: Głównie na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Szczecińskiego. Prowadzę tam zajęcia z psychologii ogólnej, wychowawczo rozwojowej, psychologii kryzysu, komunikacji i psychologii społecznej. Do tego dochodzą seminaria na I i II stopniu kształcenia. Prócz tego współpracuję również z innymi uczelniami na terenie kraju np. ze Szczecińska Szkołą Wyższą Collegium Balticum

AB: DZIAŁA PANI NAUKOWO RÓWNIEŻ POZA GRANICAMI POLSKI?

S.A.G: Tak. Współpracuję z uczelniami poza granicami kraju: z Uniwersytetem im. Tarasa Szewczenki w Kijowie, z Instytutem Socjologii Ukraińskiej Akademii Nauk. Systematycznie uczestniczę w międzynarodowych kongresach naukowych i spotkaniach, związanych z trudną sytuacją na Ukrainie. Rozpoczęłam również prace wdrożeniowe nowego systemu nauczania pomiędzy nauczycielami, uczniami i rodzicami, mającego poprawić jakość komunikacji i sprowokować wzmocnienie wzajemnych relacji w procesie edukacji i wychowania. Testuję ów system w Sobotniej Polskiej Szkole w Bristolu w Wielkiej Brytanii.

AB: JEST PANI BARDZO ZAJĘTĄ OSOBĄ.

S.A.G: Nie zaprzeczę. Systematycznie biorę udział w audycjach w Polskim Radiu Szczecin. Finalizuję prace na kolejną książką ”Moja galaktyka”, ale tym razem, adresuję ją do dzieci (młodzieży), nauczycieli i rodziców.

AB: PROSZĘ COŚ NAM O TYM PROJEKCIE OPOWIEDZIEĆ.

A.S.G: Dzieci: ich edukacja, dokonywanie wyborów, przyswajanie reguł porządkujących społeczne funkcjonowanie, są najważniejsze i dlatego nie mogą pozostać bez opieki, szczególnie w momencie zmian wprowadzanych przez Ministerstwo Edukacji.

AB: MÓWIMY O CHAOSIE I DEZINFORMACJI ZWIĄZANYMI Z AKTUALNYMI ZMIANAMI W EDUKACJI?

S.A.G: Jeśli „ …prawo oświatowe jest już wdrożone, podstawy programowe napisane, a nauczyciele są szkoleni z podstaw programowych”, jak mówi Pani Minister Anna Zalewska, w jednym ze swych wywiadów, to raczej nie ma w chwili obecnej możliwości zatrzymania, spowolnienia, czy całkowitego odejścia od tej reformy. Utrata energii na dalsze rozważania, dywagacje i ogólny popłoch, nie sprowokują hibernacji tego procesu. Rozumiem zaniepokojenie wszystkich zainteresowanych: nauczycieli, rodziców i uczniów. Skupiłabym się jednak w tym momencie ( czasu jest coraz mniej), nad nauczaniem w nowym systemie. To jest właśnie moment opuszczania (przez wszystkich zainteresowanych) strefy komfortu, która w pierwszej kolejności budzi lęk przed nieznanym. Bo, co będzie, jeśli zmiana okaże się porażką, a my przecież pragniemy sukcesu. Ale porażka nie jest przeciwwagą sukcesu, tylko brak zmiany i trzymanie się tego samego, znanego standardu.

Musimy pamiętać, że unikanie porażki jest niczym innym, jak odmową uczestniczenia w AKTYWNYM DOŚWIADCZANIU CIĄGŁEGO ROZWOJU.

AB: I TO WŁAŚNIE JEST CHYBA ISTOTĄ…

S.A.G: W rzeczy samej. Przy każdej reformie najważniejsze jest zachowanie równowagi, pomiędzy tym, co możliwe, a tym, co konieczne. Gdzie „konieczne” ujawnia (wskazuje) „możliwe”, gwarantując tym samym zachowanie poczucia bezpieczeństwa i pewnego dystansu do wprowadzanych zmian. Przy tego rodzaju podejściu, uniknęlibyśmy wielu kłopotów, graniczących z paniką, która ma tendencje do rozprzestrzeniania się na wiele grup społecznych. W marcowym miesięczniku „W naszej Rodzinie” mówię o tej sytuacji, zwracając uwagę na trzy składowe: PROGNOZOWANIE KATAKLIZMU, BRAK DYSTANSU I NIEPOKÓJ, które sprzyjają prowokowaniu sytuacji i zdarzeń niepożądanych.

AB: TRUDNO SIĘ Z TYM NIE ZGODZIĆ, CHOĆ MAM OPORY…

S.A.G: Często nie panujemy nad emocjami. Tracimy przy tym sporo energii, która powinna towarzyszyć twórczym pomysłom, wręcz je wyzwalać (bo właśnie na nich trzeba się teraz skoncentrować), a nie przeznaczać ją na wielkie, grupowe przerażenie. Cierpią na tym uczniowie, którzy są doskonałymi obserwatorami, gdzie widoczny niepokój dorosłych może sprzyjać ich chwilowej bierności.

KS: ALE SYTUACJA JEST KRYZYSOWA, WIELU RODZICÓW I NAUCZYCIELI CZUJE NATURALNY, WEWNĘTRZNY BUNT, CO WIĘC ROBIĆ?

S.A.G: Dobrze by było wytrenować w sobie gotowość do utrzymywania równowagi pomiędzy doznawanymi emocjami (czyli tym, czego tak naprawdę pragniemy), a tym, co musimy ( czyli tym, co powinniśmy) z logicznego punktu widzenia. Owa równowaga zapewnia nam swobodne poruszanie się pomiędzy dwoma poziomami: poziomem serca i umysłu. Dzięki temu pozostajemy w twórczym balansie. Ów balans, to fantastyczne doznania, charakteryzujące się UWAŻNOŚCIĄ i FLOW, czyli takim swobodnym przepływem informacji. To one wspierają nasz systematyczny rozwój: selekcjonują i precyzują to, czego oczekujemy, czego chcemy i co nam się podoba, bo jest dla nas korzystne.

AB: DLACZEGO TO SIĘ WYDAJE TAKIE PROSTE, A W RZECZYWISTOŚCI JEST TAKIE TRUDNE?

S.A.G: To może być trudne, bo nie trenujemy naszego funkcjonowania na kilku poziomach równocześnie: na poziomie emocjonalnym, intelektualnym, moralnym i społecznym. Nie zdajemy sobie sprawy również z tego, że te poziomy się wzajemnie przenikają, bo nie stanowią odrębnych bytów, a prócz tego każdy z nich posiada trzy wyznaczniki, którymi są: UWAŻNOŚĆ (już mówiłam o niej wcześniej), SZACUNEK i POKORA.

Jeśli (bez względu na wiek) zachowaliśmy w sobie dziecięcą umiejętność dziwienia się wszystkiemu, to znaczy, że zachowaliśmy UWAŻNOŚĆ. Jeśli (niezależnie od tego, co się dzieje w naszym życiu, odnosimy się do siebie z SZACUNKIEM, powagą i prawdą, to będzie łatwiej nam osiągnąć STAN SPEŁNIENIA. Jeśli coś nie wyjdzie, coś przeoczymy, ale będziemy wdzięczni, za to trudne doświadczenie, to będzie to dowód na to, że potrafimy z POKORĄ, docenić konieczność odniesienia się z dystansem do kreowanej przez nas rzeczywistości.

Uchroni nas to przed znalezieniem się w chaosie i dryfowaniem w nieznanym kierunku. Bo w niekontrolowanych, przypadkowych, niepożądanych przez nas warunkach, nasz rozwój ulegnie czemuś, co ja nazywam hibernacją i będziemy dryfować. Jeśli go nie opanujemy i nie nadamy właściwego kierunku, możemy wiele stracić.

AB: CZY W OGÓLE MOŻEMY SOBIE POZWOLIĆ NA DRYFOWANIE BEZ NADZORU?

S.A.G: Możemy, na przykład w sztuce. Nieważne jest to, jaki proces zachodzi w umyśle twórcy, ważne jaką on techniką się posłuży, jakich narzędzi użyje, aby go przetransportować i wsączyć w odbiorcę. Odbiorca, (może trafniej byłoby użyć określenia konsument) owej artystycznej propozycji, ma do wykorzystania całe spektrum różnego rodzaju reakcji: od euforii, ekstazy i zauroczenia, po zniesmaczenie, obrzydzenie i odrzucenie.

Najważniejsze dla artysty jest to, aby widz nie pozostał obojętny, bo znaczyłoby to, że obaj nie dorośli do jakiegokolwiek poziomu komunikacji: widz jeszcze nie był gotów, a artysta go przecenił. Świadomość twórcy nie posiada żadnych ograniczeń, tak samo zresztą , jaki świadomość odbiorcy, ale coś się musi miedzy nimi zadziać, żeby nie wkradło się NIC! Czyli OBOJĘTNOŚĆ!

AB: DOSZŁY MNIE SŁUCHY, ŻE PISZE PANI SZTUKI TEATRALNE?

S.A.G: Owszem, piszę. Kilka lat temu wystawiałam komedię pt: ” WSZYSTKO CO POMIEDZY”, w Teatrze Polskim w Szczecinie. Dotyczyła perypetii pary małżeńskiej (psychologa i psychiatry), rodziców jedynaka na pierwszym roku studiów. A jeszcze wcześniej, będąc dyrektorem Polskiego Teatru Mody, pokazałam spektakl „MILLENIUM”, w którym grały… stroje, oczywiście na modelkach i modelach. Pokaz, w laserowej aranżacji odbył się w szczecińskim Teatrze Współczesnym.

AB: STROJE GRAŁY? CO TO OZNACZA?

S.A.G: Pokaz mody odbywał się w laserowej scenografii i miał fabułę, która była czytelna dla widza, dzięki choreografii i muzyce. Dlatego można powiedzieć, że „stroje grały”. (śmiech)

AB: SKĄD POMYSŁ NA ZATYTUŁOWANIE POKAZU „MILLENIUM”?

S.A.G: Pomysł zakładał pokazanie mody w momencie millenijnego przesilenia, czyli końca XX wieku i wejścia w kolejny XXI wiek. W wieku mijającym dominowały takie barwy jak: czernie, granaty, czerwienie, zielenie, brązy, a w nadchodzącym królowały beże, biele, seledyny, popiele. Akcja opierała się na ścieraniu się dwóch światów: tego mijającego z tym nadchodzącym. XXI wiek reprezentowali przybysze z kosmosu, więc było również lądowanie statku kosmicznego na scenie. Najmilej wspominam pokaz szczeciński, bo był zrealizowany z wielkim rozmachem i z fantastyczną publicznością.

AB: CZYLI JEST PANI NIE TYLKO NAUKOWCEM, ALE I CZŁOWIEKIEM SZTUKI?

S.A.G: Nie oddzielam jednego od drugiego! Wiele rzeczy mnie fascynuje, uwodzi, wiec ich z pasją doświadczam. To kapitalne wyzwanie, treningi i niebywałe doświadczenie, które zdecydowanie nie pozwala mi pozostać nawet na chwilę w strefie komfortu.

KS: BYWA PANI OPISYWANA JAKO EKSCENTRYCZKA, KOBIETA ORYGINALNA I NIE BOJĄCA SIĘ BYCIA SOBĄ. JAK PANI WIDZI ODBIÓR SWOJEJ OSOBY PRZEZ OTOCZENIE?

S.A.G: Widzę, jak na mnie patrzą, kiedy mnie słuchają. Czasem z zachwytem, czasem ze zdziwieniem, a czasem z niedowierzaniem i zazdrością. Ale to jest taki „ zazdrosny zachwyt”, takie WOW! Lubię to, bo to jest przyjemne.

AB: ZAZDROSZCZĄ ODWAGI?

S.A.G: Nie wiem, czy akurat odwagi. Powiedziałabym raczej, że sposobu w jaki wycinam swoją postać ze społecznego tła. To jakie noszę stroje, dodatki, biżuterię. O, właśnie biżuterię: tylko srebrną, nie noszę złota. Ona jest niepowtarzalna, ale tylko na moich dłoniach. U kogoś innego, pewnie wyglądałaby dziwnie, jak przeszkadzające elementy. Cały strój musi być komplementarny, dobrany do koloru włosów, oczu, sposobu poruszania się, gestów. Strój nie może mnie przebierać!

AB: A CZYM WŁAŚCIWIE JEST STRÓJ?

S.A.G: Strój aranżuje i osadza osobowość w przestrzeni społecznej, ale w taki sposób, aby nie naruszać jej harmonii. Przestrzeń ta nie ceni agresywnych i nieprzemyślanych eksperymentów. Zakładając coś na siebie, otulając się czymś, trzeba pamiętać, że z szacunku do siebie nie powinniśmy się oszpecać. Strój musi mieć swoje uzasadnienie. Nie wszystko jest na sprzedaż, bo emocjonalny, a co za tym idzie i wizualny ekshibicjonizm jest zbędny.

AB: ORGANIZOWANO SWEGO CZASU AKADEMIĘ DOBREGO RODZICA, KTÓRĄ PANI PROWADZIŁA. JA SAMA JESTEM MATKĄ I KORCI MNIE, BY ZAPYTAĆ O NIBY BANAŁ, CO JEST NAJCZĘSTSZYM BŁĘDEM RODZICÓW?

S.A.G: Rodzic popełnia najczęściej tylko dwa błędy (przy założeniu, że nie mówimy w tej chwili o rodzinie  patologicznej): pierwszy, to „ szukanie w dziecku odbicia siebie samego”, a drugi, to „jego reglamentowana obecność w życiu dziecka”. Im szybciej rodzic owe błędy zauważy i co rychlej się ich pozbędzie, tym szerzej otworzy dziecku drzwi do jego twórczej wolności i pozwoli doznać szczęścia.

AB: ALE NAM WYDAJE SIĘ, ŻE ROBIMY DLA DZIECKA JAK NAJLEPIEJ…

S.A.G: Gdyby rzeczywiście tak było, to poradnie psychologiczne byłyby puste, a nie są.

Jak wynika z badań, prowadzonych na przestrzeni wielu lat, traumy z okresu dzieciństwa niejednokrotnie dźwigamy całe swoje życie. Ani nie umiemy ich zamknąć, ani o nich zapomnieć, ani tym bardziej ich zignorować. Czy mamy jakiś defekt mózgu? Ależ nie! Nagromadziliśmy w sobie tylko żal, że nasi ukochani dorośli nie chcieli, może nie potrafili zaakceptować różnic dzielących nas od nich.

AB: CO JESZCZE JEST TYPOWYM PROBLEMEM W RELACJI RODZIC-DZIECKO?

S.A.G: Lęk, który prowokuje nadopiekuńczość i brak konsekwencji w egzekwowaniu umów. Do tego dołącza brak treningu zachowania się w sytuacjach kryzysowych, a więc brak rozwijania i doskonalenia umiejętności strategicznych. Jeśli rodzic miałby do wyboru zapisać dziecko na treningi, rozwijające jego iloraz inteligencji, takie klasyczne IQ, albo posłać na treningi z IQ miłości, to co wybierze? Oczywiście, IQ klasyczne. I popełni największy błąd. Ale w tym momencie nie będę tego rozwijać, przeniesiemy temat na kolejną rozmowę.

AB: DZIĘKUJĘ ZA ROZMOWĘ.

S.A.G: Również dziękuję.

C.D.N.

O IQ miłości, wybaczaniu, przyjaźni , roli szacunku do siebie, a także o bestsellerowej książce:”Dar dna” – o tym wszystkim przeczytamy w następnych odcinkach wywiadu z profesor Sławomirą Anną Gruszewską.

foto: archiwum własne

Pixabay

Galeria