pixabay-girl-470690_1920Po latach wpatrzenia  w … czasem kolegę, czasem kochanka, czasem wroga, czasem mentora, a czasem nikogo ważnego, dziś wiem, że nie rozumiem o co mi chodziło. Nastąpiło przebudzenie dość nieprzyjemne dla mnie. Dlaczego? Bo teraz siedzę i myślę co mi w łeb strzeliło? Co takiego stało się z moim mózgiem, może zwyczajne nastąpił chwilowy jego zanik?

Spotykaliśmy się od lat. Nie było schematu. Czasem widywaliśmy się codziennie, czasem raz na pół roku. Trwało to wystarczająco długo, abym ja w międzyczasie urodziła jeszcze dwoje dzieci, a on założył swoją rodzinę. Lata leciały, a ja podświadomie żyłam w gotowości i oczekiwaniu na każdy telefon, sms, mail. Czasem zanim jeszcze, nie spłodził z inną potomka, nie związał się z nią, miałam nadzieję, że któregoś dnia zrzuci maskę zimnego drania i wyszepcze:

Udawałem, bo bałem się, że mnie odrzucisz. Tak naprawdę kocham tylko Ciebie i chcę się z Tobą ożenić!

I tu następuje moment kulminacyjny, ja ryczę ze szczęścia, rzucam mu się na szyję, potem żyjemy długo i szczęśliwie. Srututu kłębek drutu i kilo gwoździ!

Założyłam specjalną skrzynkę tylko dla nas, taką romantyczną przystań na nasze filozoficznepixabay-love-letter-1285404_1920 przemyślenia.  Ładny to on nie jest na pewno, nawet można powiedzieć, że klasycznie brzydki i tyle. Jednak uwiódł mnie rozmową, cudnym pisaniem, podobnym podejściem do kluczowych dla mnie spraw. Imponował mi swoją niezależnością, także zawodową, wielkim światem, o którym opowiadał z takim namaszczeniem. Niestety dla niego, dla nas, może tylko dla mnie, okazało się, że jego słowa, górnolotne i patetyczne, wypełnione cytatami Oscara Wilde’a zdania, nijak się miały do rzeczywistości. Ten ogarnięty, poukładany, samodzielny, mądry, mający wiele kontaktów mężczyzna jest utrzymankiem swojej partnerki. Związał się z nią, bo dała mu stabilizację, i dostęp do konta. Nie ma w tym nic złego tyle, że grał inną muzykę zapewne wiedząc, że prawda o jego podejściu do życia mnie  nie urzecze. Czar prysł natychmiast. To niewiarygodne ile lat oszukiwałam się, męczyłam. Czasem słuchając go, popadałam w kompleksy jak to przy mądrzejszym od siebie. Przeszkadzało mi to w życiu, jak każde uzależnienie. Budowałam sobie przez lata jego ikoniczny obraz. Niby podręcznikowy banał, a i tak boli jak cholera. Boli to, że zwyczajnie ślepa byłam, że nawet nie wiem, czy to była miłość czy choroba zwyczajna. Ot taki półpasiec, co to raz w życiu nas doścignie i na tym koniec, ale potrafi zostawić ślady na całe życie. Mój wniosek po tej wieloletniej  właściwie  nie wiem jak to nazwać …pandemii może?

W końcu przestał działać jego urok osobisty, którego nie miał, a ja sobie go wymyśliłam.

Dziś jestem wolna.

Kobieta