Współczesny folklor obfituje w masę opowieści zawierających rozmaite wątki wampiryczne oparte na klasycznych ludowych legendach, bądź klasycznej prozie inspirowanej Draculą Brama Stockera. Wśród mnogości tych podań przewijają się najczęściej wampiry z miejsc takich jak Anglia, Europa Środkowa czy Bałkany. Wampiryzm jest tak stary jak stara jest ludzkość i sięga do takich zakątków globu w których, ze względu na specyficzną kulturę, istoty te z pozoru nie miałyby racji bytu…

 

Chiny, jeszcze jako cesarstwo, przez wiele długich i mrocznych wieków przeżywały okres izolacji w którym dochodziło do niewielu kontaktów kulturalnych, mogących przybliżyć lokalny folklor. Dopiero panowanie dynastii Ming (1368-1644) i pojawienie się pierwszych Europejczyków w Państwie Środka stworzyło okazję do wspólnej wymiany nie tylko gospodarczej, ale również i światopoglądowej.

Ów wymiana nie ograniczała się wyłącznie do źródła filozofii i wiary jakim dla miejscowych był taoizm, ale dotykała również wszelkie zabobony i przesądy jakich w chińskiej kulturze było pełno. Wśród mnogości duchów oraz demonów znalazły się także istoty, które były odpowiednikami dobrze znanych nam wampirów.

Chiński wampir w lokalnej kulturze nosi nazwę Jiangshi, co można przetłumaczyć jako „sztywne zwłoki”. Jest to istota pokryta szarym, przypominjącym mech futrem. Posiada długie kły i pazury służące mu do rozrywania ofiar; prócz tych morderczych atrybutów Jiangshi cechuje się również „śmiertelnym” oddechem zdolnym powalić rosłego człowieka.

Nie jest do końca jasne, czy ludzie którzy padli ofiarą ataku niezwykłej istoty zamieniają się w nią samą; lecz wiadomym jest, że pewne jej cechy są zbieżne z tym co ogólnie znamy np. picie krwi, aktywność po zmroku i wrażliwość na promienie słoneczne.

Wampir z Kantonu nie bał się wprawdzie krucyfiksu, lecz przyrządem działającym równie skutecznie co wspomniany przedmiot był miedziany dzwonek. Dźwięk dzwonka według chińskich wierzeń potrafi odpędzić złe moce i zaprowadzić spokój w miejscu, które zostały go pozbawione. Dlatego nie dziwnym było to, iż wampir na ów dźwięk czmychał gdzie pieprz rośnie.

Krucyfiks jako broń przeciwko wampirom nastał wraz z pojawieniem się pierwszych misjonarzy katolickich, lecz spotkanie Jiangshi, który należałby akurat do tego obrządku wciąż należało do rzadkości…

Na tego typu środki ochrony mogli sobie pozwolić co zamożniejsi mieszkańcy Chin i klasztorni mnisi.

Chińscy chłopi praktykowali z goła inny zwyczaj polegający na trzymaniu przy sobie niewielkiej sakiewki zawierającej garść ryżu. Nie chodzi tu bynajmniej o garść strawy będącą skromnym posiłkiem zażywanym w przerwach pomiędzy pracą w polu, lecz o pewnego rodzaju środek zapobiegawczy na wypadek ataku pełnego furii wampira.

Gdy już do tego doszło, należało czym prędzej sięgnąć do sakiewki zawierającej ryż i w czasie ucieczki sypnąć wampirowi garść przed stopy. Cierpiący na swego rodzaju natręctwo wampir czuł wówczas przymus liczenia osobno każdego ziarenka i wkładania sobie go do kieszeni – nie mógł kontynuować pościgu dopóki nie zliczył wszystkich ziarenek. Dawało to jego ofierze dużo czasu na ucieczkę; chińscy chłopi uważali, że lepiej cierpieć głód niż paść łupem Jiangshi.

Dzwonki i garść ryżu były dobre na odstraszenia wampira, lecz jedynym i skutecznym sposobem na trwałe pozbycie się Jiangshi było odrąbanie mu głowy bądź spalenie w taki sposób, aby nie pozostała po nim najmniejsza cząstka za której sprawą wampir mógłby powrócić do życia.

Podobnie jak jego europejscy pobratymcy Jiangshi panicznie bał się światła słonecznego i także mógł zginąć za jego sprawą, dlatego każdy słoneczny poranek spędzał skrywając się w pokrytych mchem grobowcach, ruinach domostw i jaskiniach, czyhając na zbłąkanych wędrowców zapuszczających się w odosobnione rejony.

Nie jest do końca znane w jaki sposób człowiek mógł stać się Jiangshi. W niektórych podaniach jest opisane, iż niektórzy ludzie są nim od urodzenia, a w pełni stają się nim dopiero po śmierci. Stąd powstał obyczaj czuwania przy zwłokach zmarłego; najczęściej robili to najbliżsi członkowie rodziny. Czuwali z lekkim przestrachem, albowiem nie można było być do końca pewnym czy najbliższa osoba nie okazałaby się żądnym krwi Jiangshi.

Jeśli tak było werdykt nie pozostawiał złudzeń, i takiego najbliższego „ożywieńca” należało czym prędzej odesłać z powrotem na tamten świat; mając na uwadze bezpieczeństwo pozostałej przy życiu rodziny. Śmierć wampira nie była dla niego karą, lecz stanowiła  wybawienie dla jego duszy nierozłącznie związanej z ciałem.

Ów przemienione ciało było tylko więzieniem dla duszy. Jiangshi bowiem stawał się bezmyślną istotą nastawioną wyłącznie na konsumpcję ludzkiego mięsa; z powierzchownego fizys przypominającą tylko dawnego człowieka.

O takiej przemianie w krwiożerczą bestię opowiada jedno z chińskich podań:

Pewnego razu trzej kupcy wracali z targu po długim i ciężkim dniu spędzonym na handlu. W czasie swej drogi zachwalali pomyślnie przeprowadzone transakcje i osiągnięte dzięki nim profity. Nim się obejrzeli, nastała noc i musieli szukać miejsca w którym mogliby przenocować. Wokół panowała pustka. Po długim marszu w ciemnościach ich oczom ukazał się samotny budynek wiejskiej gospody; skromnie oświetlonej lampionami i palącymi się w oknach świecami. Ten widok niezmiernie ich uradował – w końcu znaleźli odpowiednie miejsce na spoczynek. Drzwi gospody otworzył im jej właściciel; przystał na ich prośby odnośnie noclegu, lecz zastrzegł że będą musieli nocować w stodole ponieważ nie ma już wolnych miejsc. Oznajmił także, iż jest w żałobie, gdyż zeszłej nocy zmarła jego córka. Jej ciało przeniesiono dziś do stodoły, gdzie spoczywa na prowizorycznym ołtarzu. Chcąc nie chcąc zmęczeni wędrowcy przystali na te niedogodne warunki i udali się na spoczynek. Wszyscy trzej legli na prowizorycznych posłaniach jak rażeni gromem, lecz dla jednego z nich sen nie okazał się łaskawy. Wiercił się, kręcił i czuł, że w stodole dzieje się coś niedobrego. Nie mylił się. Całun którym okryta była nieboszczka zaczął stopniowo się zsuwać odsłaniając martwą córkę gospodarza. Ze zgrozą zauważył jak martwa do niedawna kobieta zaczyna schodzić z ołtarza i zbliża się w ich stronę. Jego dwaj kompani spali jak zabici, on sam sparaliżowany strachem nie mógł z siebie wydobyć najmniejszego dźwięku. Wampirzyca po kolei zaczęła nachylać się nad śpiącymi; jej kruczoczarne włosy zakrywały twarz, lecz wystraszony wędrowiec słyszał odgłosy chłeptania – Jiangshi  zabiła we śnie jego dwóch kompanów wysysając z nich krew. Gdy przyszła kolej na ostatniego wędrowca, mężczyzna zebrał w sobie dość odwagi by przełamać strach i uderzyć z całej siły wampira w twarz. Jiangshi zawyła tylko z bólu i osunęła się na ziemię  – dało to mężczyźnie czas na ucieczkę. Kupiec wybiegł ze stodoły jak oparzony – tuż za nim wampirzyca odsłaniająca ogromne kły i pazury. Wędrowiec biegł co sił w nogach zmierzając w stronę lasu; Jiangshi była za nim tuż, tuż machając pazurami na lewo i prawo. Minął już pierwsze drzewa klucząc między nimi i zważając na to, by nie stać się ofiarą rozwścieczonej istoty. Wampirzyca już prawie go miała, gdy nagle mężczyzna potknął się o leżący na ziemię konar i upadł. Strach i zmęczenie pogrążyły go w głębokim śnie…

Zbudziły go silne promienie słoneczne. Ranny i poobijany mężczyzna zastanawiał się nad tym w jaki sposób zdołał uratować swe życie. Na wyjaśnienie zagadki nie musiał długo czekać. Na drzewie nieopodal niego opierało się wysuszone truchło Jiangshi. Zaślepiona wściekłością wampirzyca wzięła w ciemnościach pobliskie drzewo za uciekającego kupca i wbiła w nie swoje długie pazury. Nim zorientowała się, że popełniła błąd była już uwięziona. Na nic zdały się rozpaczliwe próby uwolnienia się z pułapki. Tak uwięzioną wampirzycę zastało poranne słońce paląc jej ciało aż do kości. Ostatni wędrowiec tylko cudem uszedł z życiem.

Za swoje szczęśliwe ocalenie podziękował bogomi, chwaląc fortunny los jaki na niego zesłali w tych trudnych chwilach.

Chińskie podania są przepełnione rozmaitymi opowieściami o Jiangshi i jego poplecznikach. Lecz współczesna chińska kultura korzysta już z utartych schematów wypracowanych na zachodzie, czyli czosnku, krucyfiksów, braku odbicia w lustrze czy wody święconej. Choć te wpływy są znaczące to w niektórych filmach i literaturze widać przemycone wątki z ludowych opowieści, np. jeden z przekładów Draculi Stockera otrzymał podtytuł Dracula-Jiangshi; w samym tekście władca Siedmiogrodu występuje niekiedy jako Jiangshi-krwiopijca.

Kinematografia odnotowała wiele filmów wykorzystujących chińskie motywy wampiryczne. Jednym z nich jest Legenda siedmiu złotych wampirów (1974) z Peterem Cushingiem. Film stanowi mieszankę ludowych legend z stockerowskim Draculą; dziś już trąci wprawdzie przysłowiową myszką, ale nie jest obrazem odpychającym na tyle by nie dało się go obejrzeć. Nietypowe zestawienie typowej tematyki stanowi naprawdę ciekawą mieszankę.

 

Tak przedstawia się krótka historia chińskiego wampira… Te spoza Chin już grzecznie czekają w kolejce by móc je opisać.

 

 

Autor: Dominik Wiśniewski

 

Grafika tytułowa: Dominik Wiśniewski

 

 

Dominik Wiśniewski – dziennikarz i fotografik.  Fan motoryzacji i historii wojskowości. Nie obca mu literatura i sztuka – zarówno tych wyższych jak i niższych lotów. Czasami szyderczy i lekko stronniczy. Niepoprawnie polityczny kinomaniak i miłośnik podróży wszelakich.