LIPIEC

person-1079971_128019 Lipca: Dzień Czerwonego Kapturka
20 Lipca: Dzień Kubusia Puchatka
23 Lipca: Dzień Włóczykija
24 Lipca: Dzień Policjanta
28 Lipca: Dzień Kultu Masy Mięśniowej.

 Nie wierzycie? A jednak..

Jest lipiec, więc i piszę w tonie wakacyjnym. W wakacje różne bajkowe akcenty dzieją się na okrągło. Potrzebujemy lżejszej lektury-kultury. Od zawsze gawiedzi serwowane były legendy, mity, bajki czy podania. To forma rozrywki, ale też i przekazu pewnych treści, morałów, postaw i nauk. Takie Pismo Święte, według niektórych też doprawdy niczym innym nie jest, jak zbiorem przypowieści. Nie wiem, czy miało być u zarania rozrywką: dziś z pewnością nie można go tak traktować. Przez tysiące lat nabrało mocy, tajemniczości, powagi, religijnej dostojności i zyskało miliony wiernych….czytelników. I dobrze, bo nam potrzebna jest wiara, wskazówka, latarnia.
Przypomnę jednak historię pewnej piosenkarki pani “D”, która w 2009 roku w wywiadzie dla „Dziennika”, błyskotliwe wypowiedziała się na temat praautorów Biblii. Wzdychając stwierdziła: „ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła” i wyjaśniła, że mówi: „o tych wszystkich gościach, którzy spisali te wszystkie niesamowite historie”. Może to nadwątlić światopogląd prawda? Czy mogło być tak, że pasterze, opowiadając sobie o gwieździe, która prowadziła do stajni, byli pijani lub czymś upaleni? Czy ci, co ponoć widzieli, że z wody wino powstało, za dużo wypili i zwyczajnie smaku już nie mieli?  Zanim natchnieni przez Stwórcę ludzie spisali owe historie, funkcjonowały one zapewne jako legendy i przypowieści częściowo oparte na faktach, uzupełnione i ubarwione głosem wyobraźni. Jednak bezdyskusyjnie dydaktyzm był jednym z założeń. Nauka przez opowieść.

Czerwony Kapturek niby taki tam infantylny, ale dużo nas nauczył o ufności wobec obcych i słuchaniu mamy. Naiwniara Królewna Śnieżka, spryciarz Szewczyk Dratewka co Smoka Wawelskiego w konia zrobił i nikczemna Królowa Śniegu, to wszystko było po coś.

Dziś mamy innego boga i zarazem bajkopisarza – środki masowego przekazu.

Karmią nas na swoje potrzeby opowiastkami marnej treści, bo tak jak ongiś lud usłyszeć musi, by nie czuł się niedoinformowany i zaniedbany. W tak zwanym prime timie dostajemy serię prosto w serce. Serię opowiastek o przygłupich, niewychowanych, wulgarnych bohaterach, a to w korytarzu szpitalnym, a to w Hiszpanii na plaży. Zdumiewa fakt, że grający tam amatorzy w ogóle się na to zgodzilifairy-1206837_1280. O ile jednak ich jestem w stanie zrozumieć, kasa to przecież, sława i wyjazd do ciepłego kraju w cenie, o tyle tych, co przed ekranem spijają te historie, już zrozumieć nie mogę. Przysięgam, próbowałem, myśląc, że może to ja jestem ignorantem i nie rozumiem kultury. Za każdym jednak razem, gdy obserwuję grę aktorską (aktorze, wybacz, proszę) i fabułę (tu przepraszam kogokolwiek), natychmiast palec mój ląduje na przycisku ze strzałką w dół lub w górę. Gęsia skórka oblewa ciało, w głowie tłoczą się na przemian zawstydzenie i chęć ucieczki. Zaciskam powieki, mam odruch złapanego na gorącym uczynku: natychmiast przełączam kanał.

Wówczas doznaję wiekopomnej ulgi. Jakby ktoś ze mnie ogromny kamień gorący zdjął. I tak sobie myślę, czy może o to chodzi autorom. O te emocje w trakcie przełączania kanałów O niezapomniane przeżycie zażenowania, wstydzenia się za kogoś. To jest jak skok na bungee.

Usłyszałem gdzieś, że media są takie, jakie potrzeby odbiorców. Nie godzę się na to! Nie sądzę, aby większość z nas była adresatem tego typu g….. medialnego. Wierzę, że bardziej jesteśmy zobojętnieni na to, co się wokół nas dzieje, niż głupi. Takie „Pamiętniki z kosmosu” czy „Pakt” zwalniają nas z myślenia, którego mamy aż nadto każdego dnia. Ot, odpoczywamy  przed ekranem TV ciesząc się z wyższością, że jesteśmy inni, lepsi, dobijamy medialnego gwoździa i idziemy spać. Czujemy, że to sieczka jest zwyczajna. Jesteśmy jednak zbyt zmęczeni i trochę leniwi, by oczekiwać bardziej wyszukanej rozrywki. To bardzo podatny grunt na wrzucanie nam określonych wzorców, zachowań. Bezkrytycznie przyjmujemy i bezwiednie powielamy w życiu to, co oglądamy i słuchamy. Zwłaszcza niepełnoletni umysłowo lub metrykalnie. Zahipnotyzowani wpatrujemy się w ekran i słuchamy wyznań pewnej narzeczonej. Dacie wiarę?  Jej osobisty chłopak masował na plaży apetyczną niewiastę? Teraz kadr na nią, patrzącą jak ” mój ci on” przytupuje na parkiecie przy owej pannie, odgrywając tańce godowe  I teraz uwaga, akcja! Kandydatka na żonę, natychmiast biegnie do samolotu, ale…. zaraz, zaraz, przypomniała sobie, że w hotelowym disco ma tęczowe drinki w cenie. Następuje zwrot akcji. Biegnie do baru, wypija hektolitry “seksu na plaży”, rzuca się w transie na parkiet, zataczając prężne koła, wyciąga w amoku ręce ku szyi rywalki. Nagle wpada mama z tatą. Ups! Ale nic tam, rodzice też nawaleni, bo ze wsi, więc słoma z butów (tu jasna deprecjacja: rolnik i rodzic to przygłup). Dziewczyna natychmiast zapomina o zdradzie chłopaka i zaczyna wstydzić się rodziców. Koniec końców wszyscy sobie wybaczyli, tylko mama nie bardzo może przeżyć, że przyszły zięć taki niski. I tak oto mamy wspaniałą historię godną naszej uwagi.
children-403582_1280

Wydawałoby się każdej bajce chodziło o morał. Otóż nie! O ja głupi! Nie o to chodzi. Mamy siedzieć i oglądać, a nie myśleć nad celem przypowieści. Ba, możemy nawet SMS-em zadecydować o zakończeniu. Mistrz propagandy Joseph Goebbels stwierdził kiedyś, że kłamstwo wielokrotnie powtórzone staje się prawdą. Może więc faktycznie podświadomie oczekujemy takich treści, bo takie naprawdę jest życie? Cholera, sam nie wiem….

S.A.N.C