Nie dalej jak wczoraj siedziałam z kilkoma koleżankami w przyblokowym ogródku u jednej z nich. Śmiechu było co nie miara, kłótni, gorących dyskusji także. Alkohol dodawał z każdą minutą animuszu i siarczystych nazwijmy to metafor. Było bardzo wesoło i przyjemnie. Nagle tuż po 22.00 rozległ się głos z nieba:

„ Czy można trochę ciszej? Tak panie głośno rozmawiają i dużo przeklinają, że nasze dzieci spać nie mogą”

Jednak to nie był Bóg, pomyślałam, bo on przecież nie mieszka w bloku na drugim piętrze i ma więcej niż tych dwoje nie mogących spać dzieci. Ma cały świat dzieci.

pen-1329258_1280Posłusznie przeprosiłyśmy i ….. nastroje prysnęły jak bańka mydlana. Bo przecież nie da się szeptem wyrażać emocji, a tych było wiele po całym tygodniu pracy. Każda z nas chciała opowiedzieć co u niej, wyżalić się, pośmiać i rzeczywiście zrobiło się jak na targu. Pytanie czy faktycznie ten, który chce akurat spać  może lub musi egzekwować od tego co chce się bawić, aby natychmiast przestał. Była taka bajka o Gawle i Pawle, Aleksandra Fredry. Tam się dopiero działo! Spirala pt. „jaciterazpokażę” nakręciła się do granic możliwości. Rzecz jasna nie chciałyśmy wprowadzać w życie metod tych dwóch sąsiadów. Dlaczego jednak w środku lata, nie można we własnym domu, we własnym ogródku, w piątek wieczorem pośmiać się głośniej i zabawić? Czy sąsiedzi w swej nadgorliwości nie przesadzili? Zwłaszcza, że ta impreza miała charakter incydentalny. Przecież mogli spokojnie zamknąć bardzo nowoczesne, dźwiękoszczelne okna i dać nam się wyszumieć raz na jakiś czas. Ktoś powie: cisza nocna chamie! Pełna zgoda, ale tu nie chodzi o regulaminy i przepisy ale zwyczajnie przyjazne, ludzkie podejście i zrozumienie. Jedna z sąsiadek siedząca z nami zapytała, można powiedzieć retorycznie, czy zatem jeśli co noc u sąsiadów, o trzeciej nad ranem płacze wniebogłosy dziecko, mam schodzić za każdym razem do nich i upominać, że zakłócają mój spokój? Jak to pogodzić, aby żyć w harmonii, a jednocześnie realizować się w pełni czy to w życiu rodzinnym czy w relaksie? Czy sztywne trzymanie się zasad, regulaminów może zastąpić ludzkie podejście do drugiego?

Kiedyś mieszkałam w czteropiętrowcu. Czasem wpadali do nas znajomi, było trochę głośniej ale bez ekscesów i muzyki, ot śmiechy i pokrzykiwania. Gdy tylko mijała dziesiąta, natychmiast sąsiedzi z góry wszczynali dyskusje, krzyczeli, obrażali się i uprzykrzali nam życie, co chwile dzwoniąc i pukając do drzwi. Szczytem były telefony o takiej treści:

„Dzień dobry, tu sąsiadka z góry ( nie wiem skąd miała numer spryciula), czy mogą państwo przenieść gości do drugiego pokojuwoman-975339_1280 bo my aktualnie siedzimy w tym nad wami i nam przeszkadzacie” (sic!)

albo ten, w biały dzień, niedziela, córki urodziny:

„Czy mogą Państwo wyłączyć magnetofon w pokoju córki, bo z tego co słyszę dzieci aktualnie bawią się w kuchni”

I co Wy na to? Doszło do tego, że rozmawialiśmy we własnym domu ze sobą szeptem, taki odruch. Gdzie więc są granice egzekwowania tzw miru domowego? Z niechrześcijańską satysfakcją wysłuchałam po wyprowadzce pretensje  innej sąsiadki:

„Pani wie co tam się teraz dzieje? Po Was wprowadzili się tacy awanturnicy, że co noc jest policja. Tęsknimy za Wami!”

Wprowadzili się kilka lat po nas i natychmiast rozpoczęli swoją pokojową krucjatę. Najpierw przyszli do nas, rozsiedli się i zaproponowali grafik dla wszystkich mieszkańców klatki tak, aby każdy wiedział, o której godzinie co może robić. Grafik dotyczył każdej godziny z doby, był determinowany przez drzemki i czas spania ich dziecka. Bo przecież trzeba wprowadzić tzw. rytm życia domu, jego (dosłownie) spokojny oddech. Zatkało nas, mówiąc oględnie, nie wiedzieliśmy co mamy odpowiedzieć, więc z życzliwym uśmiechem odprowadziliśmy ich do drzwi. To było dziwne, a ciąg dalszy nastąpił natychmiast. Należy dodać, że było to młode małżeństwo z małym dzieckiem. Żadna tam starsza, upierdliwa pani z odciśniętym parapetem na łokciach. Pamiętacie film „Alternatywy 4” i słynnego gospodzarza domu, pana Anioła? On mógłby się uczyć od naszych nowych sasiadów organizacji życia mieszkańców i gospodarowania ich czasem. Jednemu przeszkadzają zabawy lub płacz dziecka, innemu szczekanie psa a jeszcze innemu wieczorne spotkanie za ścianą.

Ktoś zna złoty środek?

Dla dociekliwych bajka o Pawle i Gawle:)