Wybieram numer w telefonie, po kilku sygnałach odzywa się starszy kobiecy głos. – Dzień dobry, wróżka Ewa? – pytam dla pewności. Wszystko się zgadza, umawiamy się na spotkanie.

Wiedziona bardziej ciekawością, jak będzie wyglądać moja jasnowidzka, niż żądzą poznania swojej przyszłości, kieruję się pod wskazany adres. Początkowo nie jestem pewna, czy to aby na pewno tutaj – obskurny blok a’la późny gierek, obdrapana klatka schodowa. W środku małego dusznego mieszkania stoi meblościanka, papież w ramce, zdjęcia z komunii na ścianie. Brak kota i szklanej kuli, jest staruszka z małym kundelkiem przy boku, siedząca na wersalce przy stoliczku z haftowaną chustą. To jest to miejsce, do którego przychodzą celebryci z zapytaniem o swoją przyszłość? Sędziwa pani usadza mnie na welurowym fotelu przed sobą, wyciąga sfatygowaną talię kart i pyta – o co chcesz je zapytać? Zestresowana i spanikowana rozglądam się dookoła – jakie one, one tu są? Setki myśli w głowie, wizje otaczających mnie duszków narastają. Pani Ewa ponawia pytanie – jakie pytanie chcesz zadać kartom? Uf. Chcę wiedzieć, jak potoczy się moje życie prywatne, jednak głównie chcę się skupić na tym zawodowym. Wróżba wychodzi jasno i klarownie – osiągnę swój wymarzony cel, wejdę po drabinkach kariery wysoko, ale muszę uważać na otaczających mnie ludzi. Myślę – nic nowego, przecież świat jest wypełniony po brzegi pustymi i fałszywymi osobami, a według zasad fizyki czy też innej czarnej magii na powierzchni utrzymują się właśnie puste przedmioty, czasem też wypłynie jakaś szumowina. Sama zdaję sobie też sprawę z tego, że może mi się udać, że są na to szanse. Jednak dobrze usłyszeć takie słowa od kogoś, kto widzi przyszłość, prawda? I zapewni nas, że plany się udadzą.

Szczególnie, jeśli mówi to głosem tak hipnotyzującym, że nie mogę otrząsnąć przez kilka godzin po wyjściu. Powrót do rzeczywistości przyśpiesza dzwoniący telefon – moja szefowa zaczyna dopytywać się, jak było, czy osiągnę sukces, czy uda nam się współpraca i czy w najbliższym czasie wydarzy się coś, co zrobi ze mnie gwiazdę w mojej dziedzinie? Zastanawiam się, jak wiele znanych osób lub aspirujących do bycia „lepszymi” zasiadało już w tym fotelu i słuchało przeszywającego na wskroś głosu pani Ewy. Zastanawiam się też nad zmianą szefowej, skoro moją przyszłą karierę, którą ma za zadanie poprowadzić, opiera na wróżbach. Jednak najbardziej interesujące jest to, jak wiele osób zmieniło przez te karciane opowieści swój sposób myślenia, zrezygnowało z czegoś z powodu przyszłości wyczytanej z kart. Moja szefowa głęboko wierzy, że to właśnie przez te porady (jasnowidzenia?) udało jej się osiągnąć sukces i zachować spokój ducha. Niebezpieczeństwo z tego płynące jest groźne, ale nie na tyle, aby mu się oprzeć i nie zaryzykować. Poza tematem wróżek, którymi żyje głównie świat celebrytów, ostatnimi czasy często słyszę na imprezach enigmatyczne zdanie: interesuję się kulturą wschodu. Brzmi to zdecydowanie lepiej i bardziej poważnie, niż oklepane „mam własną wróżkę”. Teoretycznie piękne i głębokie – zagłębiać tajniki buddyzmu i ulepszać swoje wewnętrzne ja, w praktyce przeważnie ogranicza się do zapisania na kurs jogi i zrobienie sobie tatuażu z chińskim, japońskim, a najlepiej innym jeszcze „bardziej” azjatyckim napisem oznaczającym siłę, piękno lub kurczaka curry.

Nieistotne co będzie napisane – ważne będzie moc tworzenia wokół siebie aury tajemniczości, pokazania, że jest się oryginalnym. Przecież to właśnie to niesztampowe „coś” może pomóc nam wyróżnić się z tłumu nijakich osób. Polecam dorzucenie kilku zdjęć na swoim facebookowym/ instagramowym profilu z dalekiej podróży do Indii lub Kambodży, gdzie możemy pochwalić się wizytą u jednego z guru medytacji. W ostateczności jeśli nie stać nas na aż tak dalekie podróże, gdyż jeszcze nie dorobiliśmy się statusu gwiazdy i żaden magazyn nie wyśle nas tam na darmową sesję zdjęciową wśród palm, możemy także pojechać w jedno z zapomnianych miejsc na Mazurach lub w góry, zyskując tym samym możliwość zrobienia sobie kilku zdjęć na tle gór, ewentualnie cyknąć fotkę porannej mgły nad jeziorem. Nie należy również zapominać o adekwatnym podpisie do tego zdjęcia, np. „Podążaj za marzeniami”. Tutaj istnieje ryzyko wpadnięcia w pułapkę – lepiej nie kopiować cytatów Paulo Coelho. „Cały wszechświat Ci sprzyja” było modne kilka lat temu, teraz już nawet najbardziej leniwe jednostki, które nie mają chęci do wymyślenia swojego motta, wiedzą, że napisanie tego opatrzonego tekstu oznacza społeczną banicję, a wtedy szczęścia mogą szukać gdzieś indziej, gdyż ich szanse na pojawienie się na głównej stronie plotkarskiej gazety są równe zeru. Paradoksalnie horoskopy, numerologia i astrologia uchodzą za dziedziny zakłamane i nieadekwatne do dzisiejszych czasów. Myślę, że wszechobecny kult jednostki, bycia kimś innym, nie przynależenia do jednej grupy powoduje, że podział na raki, lwy i koziorożce nie jest już tym jedynym wystarczającym.

Podejście indywidualne – osobista wróżka, osobisty mistrz jogi, osobisty trener rozwoju, to jak najbardziej. Jednak co czułaby pani X, dowiadując się, że ma dokładnie takie same cechy jak pani Y, gdyż obie są spod znaku strzelca? Co to, to nie. Egocentryzm pełną gębą. Nieistotne, czy wróżka będzie w turbanie i z kotem czy też bez. Ważne, żeby powiedziała mi dokładnie to, co chcę usłyszeć, takimi słowami, jakich sama bym nie użyła. Ważne też, żebym mogła później o tym opowiadać innym, z tajemniczym uśmiechem na ustach, sugerującym, że kilka sekretów zachowałam dla siebie. Za Robertem Louis’em Stevenson’em– „każdy z nas żyje, coś sprzedając” – a nic się tak dobrze nie sprzedaje, jak skrywana tajemnica.

Autorka:  Anna Bajus

O autorce: Anna Bajus –  magister psychologii klinicznej, absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej.Żyje z pasją i uważnością. Mama żywiołowego dwulatka. Zawodowo zgłębia problematykę „mindfulness”, prywatnie rodzicielstwa bliskości. Odpręża ją lektura książki „Ania z Zielonego Wzgórza” i spacer po lesie.