CZERWIEC

feet-619399_1280Dzień Dziecka, Międzynarodowy Dzień Dzieci Ofiar Agresji, Dzień bez Samochodu i kilka innych, nie wiem po co wymyślonych. W ogóle idea dni tego czy owego nuży i wydaje się bez sensu. Napinamy się, aby uczcić jednego dnia np.  fakt istnienia dzieci. Kupujemy w kredycie plajstację,  lalkę potworka  lub 90/60/90, koniecznie z samochodem, starszym fundujemy wycieczki do Paryża czy na Maltę. Niech dziecko zwiedzi, ja tego nie miałem. Zwiedzi i owszem, ale nocne kluby. A gdy tylko podrośnie oleje ciepłym moczem i odda do domu spokojnej starości. Jedyne, co zobaczymy, to opuszki wyciągniętych po banknoty paluszków w ramach kontraktu: należymisię.

Serwujemy sobie masę darmozjadów, w bikini lub bez, liżących swoje klaty lub tyłki w programach reality show, na portalach wszelkiego kalibru, czy lajkujących fotki z niby sentencjami, typu: „happy vaginas Day” (niektórzy mylą z  Walentynkami). A my, rodzice, jesteśmy dumni z naszych pociech. Tak sobie świetnie radzą w tym podłym i wrogim, pełnym złych ludzi świecie.  Wspieramy te nasze pociechy, kupując im, czego sobie tylko zażyczą. Taka rekompensata za brak czasu. Kupują ajfony chronimy je przed odrzuceniem przez rówieśników. Z czułością otaczamy dzieciaki, najczęściej markowym parasolem ochronnym, jednocześnie zadośćuczyniając sobie nasze dość biedne i bezbarwne dzieciństwo.

Tak oto radzimy sobie bez tych głupich psychologów wmawiających  rodzicom, bzdury o tym, jak to powinniśmy porządek od samych siebie zacząć. No wiecie co? Bzdury i tyle!

W czerwcu w ogóle obserwuje się  jakieś apogeum skupienia uwagi na dzieciarni. Koniec roku szkolnego i co teraz? Natychmiast musimy wykupić jakąś kolonię, najlepiej na dwa miesiące, ale nie, na to nie wystarczy kasy. Gorączkowo wybieramy firmę specjalizującą się w wywożeniu pociech daleko od domu. Najlepiej tak, aby nie można było wykonać zwrotnego telefonu pod tytułem: „zabierz mnie stąd!!!”. Wysyłamy je ufając, że wrócą całe i wypoczęte, a my spokojnie, bez wyrzutów sumienia, popracujemy sobie, bezkarnie ciesząc się nadgodzinami.
Wówczas niektórzy natychmiast, nie wiadomo dlaczego, zaczynają tęsknić. Włóczą się z kąta w kąt. Nie mają planu, organizacja dnia w ruinie. Z udręczeniem aklimatyzują się do nowych warunków, mając świadomość, że te zaraz się zmienią, gdy tylko tajfun wróci do domu. I tak oto samo zło, które wysłaliśmy do ludzi, nie jawi się nam już tak strasznie męcząco. Tęsknimy za nastolatkowymi pytaniami o seks oralny lub niewinnymi siedmiolatkowymi o roli kapusty w procesie poczęcia.kitchen-231969_1280 Nawet wysprzątany pokój, który zaraz przejdzie metamorfozę i wróci do dawnego slums dizajnu, nie cieszy oka. Po powrocie pociech w zasadzie wystarczy nam kilka chwil, aby wrzucić do głębokiej studni nasze stęsknienie i w jednej chwili dostać palmy na widok starego porządku świata. Wkurzające i zawstydzające pytania, nieumyte naczynia, czy niezaścielone łóżko wyzwalają w nas ciemne moce.  Ileż trzeba siły wewnętrznej, aby zapanować nad chęcią mordu straszliwego.

Nie dziwota, że niektórzy rodzice nie wytrzymują napięcia już w pierwszych miesiącach posiadania potomka. Jakżeż nie uciszyć takiego wrzeszczącego trzymiesięcznego malca, który wiecznie albo wyje, albo sika, albo co tam jeszcze, na przykład robi kupę. No bez przesady! Albo dajmy na to taki podstarzały nastolatek walczący do upadłego o swoją prawdę. No przecież to nie do pomyślenia. Wziąć tylko i wlać. Toż tylko mocne lanie i kary wszelakie mogą przywołać do porządku. Zaraz po, z wyrzutami sumienia wielkości Toronto kupujemy dzieciakowi zabaweczkę i kwita. Niech nie ryczy. I tak metodycznie wychowujemy sobie te kleszcze, a one pęcznieją z nadmiaru miłości bezwarunkowej i konsumpcji słodyczy, fast foodów, gier (nie planszowych), czy  sarkastycznych kreskówek. Pęcznieją ich małe główki od głupoty wylewającej się strumieniami z każdej medialnej dziury. Stary, biedny rodzic przegrywa również z dilerem sterczącym pod szkołą czy koleżanką-galerianką. Oni mają rację, a ty się bujaj, człowieku. Bunt anarchy-32917_1280towarzyszył dorastaniu zawsze, tyle, że w zależności od otoczenia historycznego zaczynał się wcześniej bądź później. Dziś zaczyna się w zasadzie zaraz po pieluchach. Teraz przecież nie musimy czekać, aż maluch wyjdzie samodzielnie z domu, aby napotkać kogoś rujnującego nasze wysiłki wychowawcze. Mamy go w domu. Ryczy z TV, radia, czy pudełek opakowań spożywczych. . Na szczęście państwo nasze opiekuńcze staje w obronie maluchów i starszej gawiedzi. Dzieci nasze są chronione przed … rodzicami.. I tak, aby mądrzej się broniły przed napastliwymi, żądnymi władzy opiekunami są im odbierane…. Mówi się głośno o przemocy wobec dzieci. Lansuje się co bardziej tragiczne telenowele tematyczne potwierdzające tezę, że wrogiem dzieci są nie kto inny, tylko rodzice właśnie. I dobrze, należy ostro reagować w uzasadnionych przepadkach ale nie mylmy piętnowania z popularyzacją. Trudno uwierzyć że patologia jest aż bardziej powszechna aniżeli  dobre praktyki wychowawcze. Czyżbyśmy w Polsce jedynie rodziców patoli posiadali?
Czytam, że najbardziej zakupowy target, cel po polsku, to młodzi ludzie zaraz po szkole. A skąd do cholery ten target ma kasę wziąć?- pytam grzecznie. Pozwolę sobie nie odpowiedzieć. Tak więc wracamy do punktu wyjścia. Czyli opuszków, które drżą przed naszym portfelem, a my zasilimy te rąsie godziwie, aby nie musiały pod kościołem lub marketem drżeć.
Mój postulat: Dzień Dziecka niech będzie cały rok, my przestańmy kupować prezenty w kredycie zero procent, w zamian gadajmy do naszych dzieci, patrzmy na nie, uśmiechajmy się do nich. To jest darmowe, słowo harcerza.

S.A.N.C