Mamy wyniki konkursu i choć nie było łatwo, a nadesłane historie powinny się znaleźć się w dekalogu każdej mądrej kobiety, zgodnie z założeniami konkursu musieliśmy wybrać jedną.

Książka Anny Sakowicz “Już nie uciekam”  powędruje do już nie uciekającej Marzeny Jaroszek.

Serdecznie gratulujemy:)

Pani Marzena tak oto opisała swoje zwycięstwo nad lękiem:

“Udało mi się opanować lęk przed…. maleńkim człowiekiem – moja córką. Przyszła na świat w listopadzie ubiegłego roku i mimo, że była upragnionym i wyczekiwanym dzieckiem zburzyła mój poukładany świat. To z czym przyszło mi się zmierzyć w tej listopadowej aurze czyli nocne wstawanie, karmienie na żądanie, bóle brzuszka, problemy z zasypianiem , spowodowało znaczne obniżenie mojego nastroju, które graniczyło z depresją. Nasze wspólne początki były bardzo trudne i często obfitowały w łzy zarówno moje jak i jej, i z pewnością nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Nic nie przypominało tych sielankowych obrazków rodem z amerykańskich filmów, gdzie mama jest radosna i uśmiechnięta a dziecię wesoło spogląda z kołyski. Ten rok był dla mnie ogromną lekcją pokory, poznałam wszystkie ograniczenia, jakie niesie ze sobą macierzyństwo, musiałam je zaakceptować, ale w momencie, kiedy przestałam z nimi walczyć pokochałam je. Najpiękniejsze w tych trudach macierzyństwa jest to, iż zrozumiałam, że siłę człowiek zdobywa ….na kolanach, bo szczęście to nie brak problemów ale akceptacja ich istnienia. Od tego momentu cieszy mnie każdy dzień przeżyty z moją córką, jej uśmiech, jej pierwsze kroki , jej spojrzenie pełne ufności. Dzisiaj mogę faustowskim powiedzeniem rzec “trwaj chwilo, jesteś piękna” …”

Nie możemy pominąć innych, bardzo inspirujących przemyśleń i historii Pań, które już nie uciekają. Serdecznie dziękujemy za udział w konkursie i tak pozytywne przesłania.

Aleksandra:

“Może to banalne…ale nie uciekam już przed miłością. Po wielu krzywdach od “bliskich ” mi osób odseparowałam się od ludzi. Uciekałam,gdy tylko ktoś chciał się zbliżyć, odrzucałam zainteresowanie sobą. Znalazła się jednak taka osoba,która zatrzymała mnie przed kolejną ucieczką. I mogę śmiało powiedzieć, że jestem szczęśliwa,że nie uciekłam. Pozdrawiam”

Katarzyna:
“Przed czym nie uciekam?? Od razu pełno nic nie wartych myśli w głowie, a przecież odpowiedź jest tak prosta- wprost banalna. Boję się o swoje dzieci, czy szczęśliwie przyjdą na świat, potem kiedy były małe, o każdy dzień by nic im się nie stało. Gdy dorastały bałam się by za wcześnie nie weszły w życie dorosłych, nie wpadły w szpony jakiegokolwiek nałogu by omijały z daleka sekty czy jakieś subkultury. Dziś boję się dalej, by były szczęśliwe. Chociaż nigdy nic się nie wydarzyło, ale bojaźń Matki jest niewyobrażalna. Każdy dzień przynosi radość i szczęście, a co nas nie zabije to nas wzmocni”

Sylwia:
“Zdaje się, że moje życie składa się z samych ucieczek – przed porażką, przed odrzuceniem, przed oddychaniem “pełną piersią”… Wielu lęków nigdy się nie wyzbędę, nie “wyleczę się” z nich (nigdy nie pozbędę się ściskającej me serce trwogi o życie, zdrowie i szczęście mego dziecka!), lecz odnalazłam remedium na lęk przed samotnością. Moimi prawdziwymi przyjaciółmi, którzy pozostaną mi wierni na zawsze, uczyniłam książki! Zawsze miałam wrażenie, że nie “odnajdę” swej pasji, swego konika, hobby, który zapewniłby mi jakąś formę spełnienia, samorealizacji i podczas gdy inni będą się rozwijać ja utknę w martwym punkcie. Odnajdując w sobie przeogromną radość czytania udało mi się odnaleźć drogę ucieczki przed dręczącymi mnie lękami. Fakt, że właśnie piszę ten komentarz również jest przejawem ucieczki przed samotnością – mogę w ten sposób podzielić się, opowiedzieć o swojej pasji!
Być może moja forma ucieczki przed lękami nie jest drogą spektakularną, lecz napawa mnie dumą, ponieważ pozbyłam się “części” swych lęków”

Ewa:
“Nie uciekam przed zmianami w swoim życiu. Nie boję się zaryzykować jeżeli wierzę, że jest szansa na sukces. Nie zastanawiam się co byłoby gdyby tylko oceniam za i przeciw. Nie myślę jak żyć, tylko żyję – umiem cieszyć się i nie myśleć ciągle o problemach i kłopotach. Znalazłam w sobie odwagę żeby zacząć swoją karierę zawodową od nowa, w innej branży. Nie uciekam przed tym co jest i może być!”

Izabela:
“Nie uciekam przed odpowiedzialnością za “duże ” i “małe” sprawy w moim życiu.Niegdyś sądziłam ,ze same one się poukładają lub ktoś drugi podejmie za mnie decyzje.Zycie i ludzie uczą odpowiedzialności do której już dorosłam Nie ważne z czym ta odpowiedzialność jest związana ale umiem być na dzień dzisiejszy konsekwentna w swoich decyzjach i odpowiedzialna wobec siebie, bliskich i moje sprawy życiowe”.

Weronika:
“Udało mi się pokonać lęk przed mówieniem w obcym języku. Kiedyś bałam się mówić po niemiecki – w szkole przede wszystkim. Poszłam na studia i okazało się, że nie ma się co bać. Oczywiście wciąż zdarza się, że robię błędy natomiast nie zniechęca mnie to ani troszkę. Jest to jedynie motywacja”

Edyta:

“Przestałam uciekać przed oczyszczającą mocą rozmowy. Gdy wkraczałam z kimś na wojenną ścieżkę moją reakcją było milczenie. Musiałam sobie poukładać w głowie przebieg wydarzeń, które doprowadziły do kłótni. Czasami chodziło o drobiazgi, niedopowiedzenie lub złe zrozumienie się, a czasami już nawet nie wiedziałam, o co to “poszło” 😉 Niezależnie od tego, kto miał rację, zawsze czekałam na reakcję tej drugiej osoby. Jeśli była obrażona, ja też się nie odzywałam. Jeśli zachowywała się jakby nic się nie stało, i ja nie wracałam do niewyjaśnionego tematu. Tak było najprościej. Tylko często po pewnym czasie te ważniejsze problemy znów wypływały i t było pozbawione sensu.
Dopiero gdy stworzyłam poważny związek (potem małżeństwo) przestałam chować się za ścianą milczenia. Czasem uciekam, ale na chwilę, żeby ochłonąć i wszystko przemyśleć, bo z tymi kompromisami to nie jest łatwa sprawa 😉 Rozmowa jest podstawą trwałego związku, lepiej “przemaglować” problem aż do bólu i mieć jasną sytuację. Bywa ciężko, ale warto pokonać lęk przed opowiadaniem o swoich uczuciach, oczekiwaniach, przyjętych granicach. :)”

Anna:

“Już nie uciekam przed… sobą. Pewne rzeczy trzeba zaakceptować takimi jakie są. Można starać się naprawiać, zmieniać, przestawiać, ale pewnych rzeczy nie uda nam się zrobić. Czasu nie można cofnąć. Nie da się złapać za wskazówki i wrócić do tych chwil.
Chciałam ukarać samą siebie, ale wreszcie zrozumiałam, że to droga tylko i wyłącznie donikąd. A katując samą siebie krzywdziłam nie tylko siebie, ale i też najbliższych. Akceptacja to trudna sztuka. Ja wreszcie się jej nauczyłam i wiem, że to pierwszy krok do lepszego życia. Już nie uciekam przed sobą i swoją decyzją. Ona była dobra, szkoda tylko, że przyniosła takie skutki… Życie nie zawsze jest takie, jak sobie życzymy.  Nauczmy się dostrzegać jego dobre strony”.

Życzymy wytrwałości w „nieuciekaniu”. Wspaniałego Międzynarodowego Dnia Szczęścia 🙂