Wywiad z wampirem, czyli jak to się zaczęło, że pokochaliśmy zęby tkwiące w naszej szyi…

Od ukazania się powieści Brama Stockera minęło już 120 lat, i pomimo tego że niektóre motywy z klasycznych opowiadań grozy wydają się passe to wampiry nieprzerwanie fascynują ludzkość dostarczając coraz to nowych wytworów obecnej popkultury. Skąd się bierze ta fascynacja i czy kiedyś wampiry odejdą do lamusa? Poznajmy Draculę i jego protoplastów.

Ludzkość na przestrzeni wieków przemycała motywy wampiryczne do literatury w rozmaitej formie od greckich i słowiańskich legend, poprzez „Opowieści o duchach” Dumasa do Lorda Ruthvena Byrona. Wszystkie one, choć niezwykle ciekawe, nie wzbudzały większego zainteresowania wśród czytelników. Wszystko to miało zmienić nadejście belle epoque i gwałtowny wzrost fascynacji tym co tajemnicze i nieznane.

Cmentarze, zatęchłe krypty i szczelnie zamknięte trumny… ten obraz na wiele lat wbił się w ludzką świadomość za sprawą irlandzkiego pisarza, który postanowił wpleść dzieje pewnego rumuńskiego władcy w swoją powieść, ale to nie Bram Stocker jako pierwszy przeniósł wampiry do światowej literatury. 26 lat wcześniej inny pisarz, nota bene też Irlandczyk, napisał nowelę, która była niewątpliwie inspiracją dla późniejszego Drakuli. Mowa tu o „Carmilli” Josepha Sheridana La Fanu. La Fanu zasłyną głównie jako autor opowiadań grozy w których nadnaturalność była stałym motywem z którym musieli borykać się wykreowani przez niego bohaterowie. Akcję wspomnianej noweli przeniósł z gór Transylwanii do austriackiej Styrii. Tytułowa Carmilla to młoda szlachcianka, która w skutek niezwykłych zbiegów okoliczności trafia pod opiekę rodziny miejscowego dziedzica, gdzie poznaje piękną córkę gospodarzy – młodziutką Laurę. Podczas jej pobytu pomiędzy dwoma kobietami rodzi się fascynacja i niebezpieczne uczucie. Młodziutka Laura nie zdaje sobie sprawy z tego, że stopniowo staje się obiektem uczuć i manipulacji Carmilli, która pod pozorem niewinności i wewnętrznego zagubienia zaczyna wykorzystywać ją do swoich celów. Wraz z upływem czasu do rodziny docierają coraz to dziwniejsze wieści dotyczące niewyjaśnionych zgonów w pobliskiej wsi. Zajęci swoim dotychczasowym życiem nie zdają sobie sprawy z tego, iż skrywają pod swym dachem prawdziwe niebezpieczeństwo… Carmilla zataiła przed nimi swą prawdziwą tożsamość hrabianki Mircallii von Karnstein. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, iż hrabina von Karnstein została pochowana przed wieloma laty… Miejscowe pospólstwo w tajemniczych zgonach słusznie wietrzy „działanie upiora”, dlatego też coraz częściej organizowane są patrole mające na celu ujęcie prześladujące ich zło. Wnikliwe dociekania nie omijają rodziny Laury, lecz chłopi nie zdają sobie sprawy, że zaledwie ocierają się o swój cel. Kim tak naprawdę była Carmilla? Niewątpliwie wampirzycą, lecz nim się nią stała wiodła spokojne i dostatnie życie w swym rodzinnym zamku. Do chwili gdy nie stał się on celem chordy krwiożerczych wampirów. Ofiarami ataku byli wszyscy mieszkańcy schloss Karnstein. Upiory pozbawiły życia całą rodzinę Mircalli, łącznie z nią samą… lecz pozbawiając hrabiankę ludzkiego życia dały jej w zamian inne… upiora. Od tego czasu Mircalla zaczęła żyć jako Carmilla – jej imię stanowiło anagram dawnego, łącząc je ze swoją śmiertelną przeszłością. La Fanu stworzył niezwykle ciekawą opowieść w której nadnaturalne motywy koegzystują z ludzkimi słabościami: pożądaniem, toksycznością, uzależnieniem, brakiem zrozumienia. „Carmilla” doczekała się kilku ekranizacji filmowych… mniej lub bardziej wiernych literackiemu pierwowzorowi. Jedną z najciekawszych jest nakręcona na potrzeby Teatru Telewizji sztuka, w której tytułową rolę zagrała Izabella Trojanowska. Całość miała swoją premierę w 1981 roku a za reżyserię odpowiadał Janusz Kondratiuk.

Wracając do Draculi… Bram Stocker jest niewątpliwie „ojcem popularyzatorem” współczesnego wampiryzmu, choć nie jest człowiekiem który wymyślił mityczne istoty jakimi są wampiry. Aby dotrzeć do źródła słowa „wampir” trzeba się przenieść na ziemie pradawnych Słowian, którzy przyjąwszy nową wiarę – chrześcijaństwo, musieli diametralnie zmienić swoje pradawne obrządki. Chrześcijańscy duchowni stopniowo zaczęli zakazywać ciałopalenia, uznając je za prymitywne i pogańskie. Według nich ciała zmarłych należało chować w ziemi, gdzie miało oczekiwać powtórnego przyjścia Zbawiciela. Słowianie, aczkolwiek niechętnie, dostosowali się do zaleceń nowej wiary i zaczęli chować swych bliskich w rodzinnej ziemi. Stało się to bezpośrednio przyczyną do powstania mitu o nieumarłych powstających z grobu – wąpierzy. Była to zemsta pradawnych bóstw za porzucenie wiary ojców i nie oddawaniu im należytej czci…

Ale czy rzeczywiście w tych incydentach należy doszukiwać się działania sił nadprzyrodzonych? Odpowiedź brzmi: nie. Pierwsze słowiańskie groby były bardzo płytkie, ciała chowano w niewielkiej niecce przykrywają je warstwą ziemi. Płytko położone ciała stawały się obiektem żeru rozmaitych drapieżników, które rozkopywały groby i kradły zwłoki. W umysłach prostych ludzi wyglądało to na działanie sił wyższych, zdolnych wskrzeszać nieumarłych.. Jeśli umysł nie jest w stanie czegoś pojąć, wyobraźnia wyjaśni resztę. Te legendy przekazywane od wieków z pokolenia na pokolenie emigrowały wraz z ludźmi uciekającymi przed represją zaborców, bądź szukającymi lepszych warunków dla swego życia. Tak trafiały one na zachód Europy, gdzie były opowiadane przez niańki chcące postraszyć dzieci zamożnych rodziców, gdy te nie chciały spać. Ludowe opowiastki emigrantek zelektryzowały Brama Stockera do napisania powieści. Problemem pozostawał tylko bohater. Dla ówczesnych elit perspektywa zaczytywania się w literaturę dotyczącą obcej postaci wywodzącej się z gminu… tym bardziej potwora-krwiopijcy wydawała się mało interesująca. Wówczas narodził się pomysł wykorzystania rumuńskiego władcy – Vlada Tepesa.

Wład III Palownik był wołoskim władcą żyjącym pod koniec XV wieku na terenach dzisiejszej Rumunii. Wokół jego postaci narosło wiele krwawych legend o których prawdziwość wielu współczesnych historyków toczy zaciekłe boje. Część z nich uważa je za czyste wymysły mające na celu zdyskredytowanie Włada na ówczesnej arenie międzynarodowej. Głównie za jego politykę izolacji i „partyzancką” wojnę z Imperium Osmańskim. Nie zmienia to faktu, że Palownik rządził twardą ręką, która znana z swej surowości karała swych krajanów za złamanie jego praw, stąd też wziął się jego drugi przydomek: Dracul – syn diabła. Jak głosi jedna z legend w chwili gdy terror osiągnął swe apogeum Dracul pozostawił na rynku w jednym z miast swój złoty kielich. Stał tam nietknięty przez prawie rok do chwili gdy nie wrócił po niego jego prawowity właściciel. Była to jedna z łagodniejszych wersji legend o wołoskim władcy. Te bardziej drastyczne opowiadają o wielkim aż po horyzont lesie pali na które powbijano tureckich jeńców – stąd się miał wziąć niesławny tytuł Palownika. W gruncie rzeczy palowanie ludzi w tamtych czasach było powszechną praktyką wymierzania kar przestępcom oraz jeńcom wojennym. O ile częste wymierzanie tej kary przez Włada jest rzeczą bardzo prawdopodobną o tyle cały las konających tureckich jeńców można włożyć między bajki. Inne legendy przytaczają historię mówiące o spożywaniu posiłków z ciał martwych wrogów, picie ich krwi czy też jedzenie ludzkiego mięsa. Znana jest także opowieść o tym jak Dracula wizytował tureckich emisariuszy oddających mu hołd nie zdejmując swoich nakryć głowy. Na pytania Włada dlaczegóż to nie mogą ich zdjąć odpowiedzieli, iż zabrania im tego religia. Wład przyjął ich wyjaśnienia do wiadomości i nakazał swoim ludziom… przybić ćwiekami turbany do głów Turków. Stocker postanowił wpleść historię Draculi w swą powieść uwspółcześniając ją do ówczesnych realiów. Akcję z Transylwanii zręcznie przeniósł do zamglonych londyńskich ulic, czyniąc z Draculi XIX wiecznego gentelmana miłującego kobiece wdzięki i… ich krew. Jak każdy „szanujący się” klasyczny potwór posiadał także damę swego serca a była nią Mina Harker – narzeczona Johnathana Harkera, młodego pośrednika nieświadomie wprowadzającego wampira w świat angielskich elit. Czymże byłoby zło bez odpowiednich antagonistów? Młody Harker w tej kwestii nie czuł się osamotniony, wspierał go sędziwy profesor van Hellsing. Znawca metod walk z wampiryzmem. Dla Stockera cennym źródłem wiedzy odnośnie zwalczania istot wampirycznych mogły być XVIII wieczne raporty wojskowe min. Visum et Repertum, opisujące ekshumacje grobów osób podejrzewanych o wampiryzm. W tamtym okresie stan wiedzy anatomicznej ludzi był bardzo nikły. Wiele procesów zachodzących w martwej tkance było niezrozumiałych. Przez co osoby niewykształcone były przeświadczone o tym, że zmarły ciągle żyje. Dźganie zwłok widłami, wbijanie kołków w serce i ucinanie głowy miało raz na zawsze położyć kres nawiedzaniu przez upiora.

Wszystkie opisywane wydarzenia stały się późniejszym zalążkiem powieści wydanej w 1897 roku, która z miejsca stała się klasykiem literatury gotyckiej. Co ciekawe, polski czytelnik mógł się z nią zapoznać dopiero w…1991 roku (!) za sprawą Towarzystwa Wydawniczego Rój. Aż chciałoby się rzec, lepiej późno niż wcale. Stocker wydał także w swoim zbiorze opowieści niesamowitych usunięty fragment pierwotnej wersji powieści. Zbiór nowel nosił tytuł, jakże by inaczej, Gość Draculi.

Postać Draculi przez blisko 100 lat stawała się inspiracją dla filmowców. Jako pierwszą ekranizację powieści Brama Stockera uznaje się niemiecki niemy horror z 1922 roku: Nosferatu – Symfonia Grozy. Był to także jeden z pierwszych przykładów, gdzie problem stanowiły prawa autorskie. Gdy reżyser filmu Frederich Murnau nie uzyskał zgody na ekranizację postanowił zmienić imiona głównych bohaterów tak, by nie narazić się spadkobiercom dorobku irlandzkiego pisarza. Dzięki temu miejsce hrabiego Draculi zajął hrabia von Orlock. Jest to też ciekawe nawiązanie do literackiego pierwowzoru. Nazwisko grafa – Orlock, fonetycznie brzmi jak węgierskie słowo Ördög, oznaczające diabła. Wokół filmu narosło wiele legend, głównie za sprawą odtwórcy tytułowej roli aktora Maxa Schrecka. Schreck był ekscentrycznym aktorem, który dzięki swojej demonicznej charakteryzacji zyskał sobie miano „prawdziwego wampira”, który w przerwach między zdjęciami sypia w prawdziwej trumnie. Było to prawdą, choć wyjaśnienie jest bardzo prozaiczne. Charakteryzacja niemieckiego aktora trwała wiele godzin i była bardzo niewygodna. By zmniejszyć te niedogodności aktor sypiał w drewnianym pudle przypominającym trumnę. Zwolennicy rozmaitych teorii sugerowali, że Schreck tak świetnie potrafił wczuć się w rolę wampira ponieważ… sam był wampirem. Jako „dowód” podawali jego nazwisko schreck – oznaczające po niemiecku strach. Ciekawą próbą odtworzenia kulis nakręcenia Nosferatu był film Cień wampira z 2000 roku. W rolę Maxa von Schrecka wcielił się Willem Dafoe, Fredericha Murnaua zagrał John Malkovich. Film jest horrorem z przymrużeniem oka, powstałym głównie na kanwie legend obrosłych wokół postaci niemieckiego aktora. Warto odnotować fakt iż oryginalny film Murnaua doczekał się remaku. W 1979 roku nakręcono Nosferatu Wampir z Klausem Kinskim. Zasadnicza oś fabuły nie uległa zmianie… no, może poza zakończeniem, ale o tym czytelniku musisz przekonać się sam.

Za pierwszą pełnoprawną ekranizację powieści Stockera uznaję film Dracula z 1931 roku. W rolę transylwańskiego hrabiego wcielił się węgierski aktor Bela Lugosi. Jego kreacja na wiele lat zakorzeniła się w ludzkiej świadomości i była swoistym „wzorem” dla późniejszych „hrabiów”. Gładko przyczesane włosy, śnieżnobiała koszula z medalionem, czarny frak i peleryna mogą dziś budzić skojarzenie ze strojem na halloween, lecz wtedy budziła prawdziwe przerażenie. Całości dopełniał (nieco już komiczny) akcent Lugosiego, który sztywno wymawiał swoje kwestie. „Whitam pahna w mohim zhamku… ha…ha…ha…” – dziś te słowa mogą się kojarzyć z Liczyhrabią – postacią z Ulicy Sezamkowej, choć już i samą „Ulicę” znają tylko już nieliczni… Lugosi w swoim dorobku posiadał wiele innych niesławnych ról, które przyjmował u kresu swego życia gdy wiek i uzależnienie od morfiny nie pozwalały mu na grę w hollywoodzkich produkcjach. Jego ostatni angaż przypadł na twórczość Eda Wooda, uznawanego za jednego z najgorszych reżyserów wszechczasów. Po śmierci Lugosiego przez następne lata nie podejmowano się nakręcenia filmów o najsłynniejszym wampirze. Wszystko zmieniło się w 1958 roku za sprawą niezwykle charyzmatycznego angielskiego aktora Christophera Lee, gdzie tworzył duet ze swoim przyjacielem, inną legendą kina, Peterem Cushingiem. Zespół Lee-Cushing przez kolejne lata bawił i straszył widzów, tworząc z Lee „etatowego Draculę”. Choć filmy z nim nigdy nie stanowiły ścisłej ekranizacji powieści i były coraz bardziej absurdalne to dla wielu osób właśnie on jest jedynym i idealnym Draculą. W 1979 pewien epizod z transylwańskim władcą miał Frank Langella, choć postać wampira w jego wykonaniu była bardziej melodramatyczna… Wytwórnie filmowe chciały nawet wskrzesić tą postać w nowej formie, lecz początek lat 80tych XX wieku ukierunkowywał kino na filmy s-f i porzucono ten pomysł… do czasu pojawienia się filmu Francisa Forda Coppoli. Początek lat 90tych wskrzesił literacką legendę okraszając ją bardzo dobrą obsadą wśród której znaleźli się Gary Oldman, Anthony Hopkins, Winona Ryder i Keanu Reevs. Film był bardzo wierną adaptacją powieści. Nakręcono go z niezwykłym rozmachem, nie pozbawiając go gotyckiego klimatu. Swoistą odpowiedzią na film Coppoli była późniejsza parodia tego filmu w wykonaniu Mela Brooksa. W rolę transylwańskiego hrabiego wcielił się znakomity komik Leslie Nielsen.

Późniejsze filmy wykorzystywały już tylko sam motyw Draculi skłaniając się bardziej ku filmom akcji niż ku gotyckiemu horrorowi. Większość z tych produkcji to filmy klasy B z głupawą i naciąganą fabułą Ze wszystkich, które się ukazały najciekawszymi i wartymi odnotowania są min. Van Hellsing z 2004 z Hugh Jackmanem oraz najnowszy: Dracula z 2014 roku z Luke’iem Evansem. W filmie tym zupełnie inaczej przedstawiono postać Wlada Palownika. Był to obraz znacznie odmienny od tego jaki utrwaliła współczesna popkultura. Wład Dracula by ratować swój lud musi posunąć się do ostateczności. Poświęca swoje śmiertelne życie by zyskać nadprzyrodzone umiejętności. Zgodnie z umową ma na to 3 dni. Znając historie Tepesa można bez problemu odgadnąć zakończenie.

Wampiryzm jest źródłem inspiracji dla wielu twórców, nie tylko filmowych… ale opowiem o tym już w następnej części.

Autor: 

Dominik Wiśniewski – dziennikarz i fotograf.  Fan motoryzacji i historii wojskowości. Nie obca mu literatura i sztuka – zarówno tych wyższych jak i niższych lotów. Czasami szyderczy i lekko stronniczy. Niepoprawnie polityczny kinomaniak i miłośnik podróży wszelakich.