Zakupy w sieci to obecnie ulubiona forma nabywania rozmaitych artykułów przez wielu internautów w zróżnicowanym wieku. Chroniczny brak czasu, przebogata oferta, dogodne płatności i nierzadko konkurencyjne wobec stacjonarnych sklepów ceny sprawiają, że coraz częściej wolimy klikać w virtualu, niż buszować wśród sklepowych półek w realu.

Zakupy w internecie nie są jednak bezproblemowe, warto więc zachować czujność, na wielu internetowych aukcjach aż roi się od podróbek, a przesyłane towary często wyglądają zupełnie inaczej niż to, co rzeczywiście zamawialiśmy za pośrednictwem strony. Szczególnie często dzieje się tak wówczas, gdy zamawiany towar jest sprowadzany z krajów Azji. Znacie pewnie krążące po internecie zestawienia z serii oczekiwania versus rzeczywistość. Zamawiasz w śmiesznie niskiej cenie zmysłowy i działający na wyobraźnię komplet bielizny, otrzymujesz natomiast ogromny, niedopasowany barchanowy pancerz z topornymi wykończeniami, niewiele mający wspólnego z Twoim zamówieniem. Co zrobić w takiej sytuacji? Czy można odzyskać pieniądze?
Przeczytajcie na tę okoliczność historię zakupów pani Alicji.

Choć uroczystości z okazji Komunii Świętej mają zazwyczaj miejsce dopiero w maju, to zapobiegliwa pani Alicja już kilka miesięcy wcześniej postanowiła się rozejrzeć ze efektowną kreacją, w której olśni całą rodzinę, oraz równie efektownym prezentem komunijnym dla swej córki. Zawczasu z dużą przyjemnością rozmyślała o przyjęciu komunijnym, którego miała nadzieję być, zaraz obok małej Lenki, główną gwiazdą. Pani Alicja bowiem, mimo iż generalnie była bardzo pozytywną kobietą, nade wszystko lubiła błyszczeć i wywoływać plotki.

W następny wolny weekend podrzuciła więc córkę babci, sama zaś ruszyła na zakupowe łowy. Jakież było jej zaskoczenie horrendalnymi cenami upatrzonych kreacji i wysokiej klasy tabletów! Odłożona przez nią suma starczyłaby jej może na najtańszy z prezentowanych tabletów, jednak wrażliwa na punkcie swego ego pani Alicja nie zamierzała rezygnować z realizacji obydwu swych kosztownych pomysłów.

Za radą najbliżej przyjaciółki postanowiła być kobietą nowoczesną i dokonać zakupów w internecie. Już wieczorem zalogowała się, a następnie bez namysłu kliknęła poleconą stronę i… zaczęło się. Pani Alicja była wprost oczarowana bogatą ofertą zjawiskowych sukni wizytowych dostępnych w internecie. Co ciekawe, ich cena była średnio o połowę niższa od tych oglądanych przez nią w sklepach.

Zachwycające zdjęcia na modelkach podsuwały natomiast wyobraźni pani Alicji niezgorszy obraz siebie samej w tych powiewnych szatkach. W dodatku jeden ze sprzedających miał w swej ofercie, poza sukienkami, również rozmaitą elektronikę – taką jak telefony i tablety właśnie.

Cóż za cudowne zrządzenie losu – pomyślała pani Alicja i bez wahania kliknęła ikonkę koszyka, po czym zaraz dokonała zakupu niesamowitej błękitnej sukni, a następnie tabletu. Nasza bohaterka była niezwykle zadowolona, gdyż jej zakupy nie wykroczyły poza wyznaczony (niezbyt zresztą wysoki) budżet. Teraz pozostawało tylko czekać na przesyłkę.

Po trzech tygodniach do pani Alicji przyszła wreszcie wyczekiwana paczka, w skład której wchodzić miała przepiękna kreacja i nowoczesny, markowy tablet. Radości pani Alicji powinno nie być więc końca. Niestety. Kreacja, która wedle zdjęć i opisu miała być jedwabną błękitną suknią o syrenim kroju, okazała się być pospolitą poliestrową szaroniebieską szmatką, przeznaczoną zresztą dla kogoś o co najmniej dwa rozmiary tęższego niż pani Alicja, a poza cienkimi ramiączkami niemającą zresztą nic wspólnego z zamawianym towarem. Jakby tego było mało, w zgrabnym pudełku  firmowanym logo popularnego producenta elektroniki zamieszkiwał azjatycki, delikatnie mówiąc, odpowiednik tej uznanej marki. Pani Alicja doszła do tej smutnej prawdy, niestety, dopiero po kilku tygodniach, gdy podczas odwiedzin pochwaliła się prezentem komunijnym swej siostrze i oblatanemu w elektronice szwagrowi. Wizyta w autoryzowanym serwisie potwierdziła te niewesołe przypuszczenia: tablet był zwykłą chińską podróbką, w dodatku niezupełnie działającą. Uzyskawszy tę niewesołą ekspertyzę, nasza bohaterka zwróciła się natychmiast do sprzedającego, który stwierdził tylko tyle, że ponieważ od daty zakupy minęły już dwa tygodnie, nie interesują go ustalenia pani Alicji, zresztą czy naprawdę sadziła, że za ułamek regularnej ceny zakupi prawdziwą jedwabną suknię i markowy tablet? Tablet, cóż, jest… „repliką”, a kwestia sukienki to widocznie problem wyglądu kupującej.
– No bo pewnie raczej nie wyglądasz, kotku, tak jak ta modelka ze zdjęć reklamowych, prawda? – brzmiał bezczelny komentarz sprzedającego.
A potem… kontakt się urwał, sprzedający przestał odpisywać na maile pani Alicji, a podany przez niego numer telefonu okazał się w ogóle nie istnieć.
Tym sposobem pani Alicja straciła odłożoną sumę pieniędzy i zaufanie do internetowych zakupów.

– Panie Mecenasie, co powinna zrobić teraz pani Alicja, jeśli chce odzyskać utracone pieniądze? Czy to w ogóle możliwe?

– Zakupy przez internet są pod wieloma względami bardzo korzystne dla nas jako zwykłych konsumentów, jednak nadal całkiem spora grupa potencjalnych klientów ma opory przed kupowaniem produktów w sieci. Brak bezpośredniego kontaktu z towarem sprawia bowiem, że obawiamy się, częstokroć, jak pokazuje to choćby casus pani Alicji, całkiem słusznie, otrzymania czegoś zgoła innego, niż zamawialiśmy. W takiej sytuacji, jako konsumenci, mamy oczywiście możliwość dochodzenia swoich praw. Forma zakupów internetowych ma niewątpliwie wiele zalet. Jednak mimo to, wielu z nas ma w związku z zakupami w sieci spore obawy przed dostarczeniem im przysłowiowego „kota w worku” Co możemy zrobić, gdy po otrzymaniu przesyłki okaże się, że dostaliśmy nie do końca to, co wcześniej zamówiliśmy? Jednym wyjściem z tej niemiłej sytuacji jest zwrot zamówionego towaru. W przypadku robienia zakupów na odległość, tj. przez internet lub telefonicznie, przysługuje nam prawo do zwrotu nawet pełnowartościowego towaru, bez podawania przyczyny, w przeciągu 14 dni od otrzymania przesyłki. Ważne jest tutaj to, żeby towar był nieużywany (najlepiej zapakowany w oryginalne opakowanie) oraz dostarczony do nas przez kuriera lub pocztę. W przypadku, gdy zamówimy towar przez Internet, ale odbierzemy paczkę w siedzibie sklepu, uprawnienie to nam nie przysługuje. Jeżeli zdecydujemy się na ten krok, sprzedawca zwróci nam pieniądze za towar, natomiast to my musimy pokryć koszty transportu. Niestety, nie zawsze powyższe rozwiązanie jest dla nas korzystne lub możliwe – i tak właśnie rysuje się sprawa w przypadku roszczeń pani Alicji. Przykładowo, gdy dopiero po jakimś czasie okaże się, że zamówiony przez nas towar ma jakieś wady, lub nie chcemy pokrywać kosztów jego transportu. W takim wypadku możemy skorzystać z prawa wynikającego z niezgodności towaru z umową. Uprawnienia te zostały szczegółowo uregulowane w ustawie z dnia 27 lipca 2002 o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego.

Przy każdorazowym dokonywaniu zakupu zawierana jest bowiem tzw. umowa sprzedaży. W przypadku zakupów przez internet momentem zawarcia tej umowy jest potwierdzenie i przekazanie do realizacji złożonego zamówienia przez sprzedawcę. Jest to o tyle istotne, że w sytuacji, kiedy będziemy chcieli dochodzić swoich praw, powołując się na niezgodność towaru z umową, będziemy potrzebowali dowodu zawarcia tej umowy.

W tradycyjnym sklepie takim dowodem jest oczywiście paragon. W przypadku zakupu dokonanego w sklepie internetowym najczęściej otrzymujemy natomiast wydrukowane potwierdzenie wraz z samym zamówionym towarem. Jeżeli go zabraknie, możemy posłużyć się dowodem zapłaty, czyli wydrukiem polecenia dokonania przelewu bankowego, i potwierdzeniem zamówienia.

Niezgodność towaru z umową ma miejsce wtedy, gdy kupiony produkt nie nadaje się do celu, do jakiego zwykle jest używany, lub gdy nie posiada funkcji lub właściwości, której należałoby się spodziewać po towarze danego rodzaju. Co niezmiernie ważne, dotyczy to także publicznie dostępnych informacji o towarze, dla przykładu w reklamie lub na stronie internetowej sprzedawcy.

Oznacza to, że jeśli sprzedawca reklamował kupiony przez nas aparat jako przeznaczony do zdjęć podwodnych, a okazało się, iż w kontakcie z wodą urządzenie przestało działać, możemy zgłosić niezgodność towaru z umową. Uregulowanie to dotyczy zarówno wad ukrytych, które ujawnią się dopiero po pewnym czasie użytkowania, jak i tych, które nie zostały przez konsumenta od razu zauważone. Ważne jest tylko, że wady, o których mowa, musiały już istnieć w momencie dokonania zakupu. Bardzo ważne jest w tej sytuacji dochowanie pewnych warunków formalnych. Otóż dochodzić swoich praw w oparciu o niezgodność towaru z umową możemy przez okres dwóch lat od chwili wydania nam towaru: czyli w przypadku zakupów przez internet dokonanych przez panią Alicję od momentu otrzymania przesyłki. Pamiętajmy też o tym, że jeżeli niezgodność tę zauważymy w przeciągu pierwszych sześciu miesięcy użytkowania zakupionego towaru, to zakłada się, że wada istniała już w momencie zakupu. Natomiast jeżeli będzie miało to miejsce później, to na kupującym spoczywa obowiązek udowodnienia, iż wykryta wada ma charakter fabryczny. W przypadku pani Alicji oznacza to, że jeżeli odkryła niezgodność zamówionych towarów w zawartą umową, to w przeciągu pierwszych sześciu miesięcy, jakie minęły od chwili zakupu, to sprzedawca musi udowodnić, że w momencie zakupu zamówiona kreacja była zgodna z zawartym przez strony kontraktem, podobnie zresztą jak tablet, oferowany do sprzedaży jako oryginalny. Z kolei, gdyby ujawnienie się wad miało miejsce po tym terminie, to aby móc dochodzić swoich praw, kupująca musiałaby udowodnić, że towar był wadliwy od samego początku. Ponadto miejmy na uwadze i to, że niezgodność towaru z umową, w obydwu przedstawionych wyżej przypadkach, należy koniecznie zgłosić sprzedawcy w terminie dwóch miesięcy od momentu jej zauważenia. W przeciwnym bowiem wypadku, stracimy przysługujące nam uprawnienia. Podsumowując ten długi wywód, mogę wskazać, że pani Alicja niestety utraciła już możliwość odstąpienia od umowy sprzedaży zawartej na odległość, albowiem bezpowrotnie upłynął przewidziany ku temu termin 14 dni od chwili otrzymania zamówionego towaru. Na szczęście jednak nasza bohaterka może skorzystać z przepisów o rękojmi, które chronią ją przez okres dwóch lat od chwili wydania jej towaru. W tej sytuacji kupująca powinna niezwłocznie zgłosić sprzedawcy swoją reklamację na piśmie, bacząc jednak, aby nie przekroczyć terminu dwóch miesięcy od momentu zauważenia niezgodności. Wówczas otwiera się dla niej możliwość kierowania pod adresem nierzetelnego sprzedawcy szeregu roszczeń.

– Ale jak to jest właściwie z tymi zwrotami?

Nawet pełnowartościowy towar zakupiony przez internet można zwrócić, jednak pod warunkiem, że konsument, czyli nabywca, w terminie 14 dni kalendarzowych złoży oświadczenie o odstąpieniu od umowy.

Bądźmy świadomi tego, że złożenie takiego oświadczenia i zwrot towaru to dwie zupełnie różne czynności, wobec czego konsument nie musi ich dokonywać jednocześnie. Nawet bezpieczniej jest zrobić to osobno.

Najpierw zatem konsument uprzedza w ten sposób sprzedawcę o nadejściu przesyłki i nie naraża się na np. przypadkowe nieodebranie jej przez sprzedawcę. Warto przy tym również sprawdzić w obowiązujących przepisach prawnych, jak liczyć moment rozpoczęcia biegu terminu na odstąpienie, zależy to bowiem od charakteru transakcji.

I tak na przykład  dla umowy sprzedaży pojedynczej rzeczy termin należy liczyć od objęcia rzeczy w posiadanie przez konsumenta lub wskazaną przez niego osobę trzecią inną niż przewoźnik (np. 2 lutego konsument zamówił w e-sklepie laptopa, którego otrzymał 6 lutego; termin na odstąpienie upływa zatem 20 lutego); a  dla umowy, która obejmuje wiele rzeczy, które są dostarczane osobno, partiami lub w częściach początek terminu należy liczyć od objęcia przez konsumenta w posiadanie ostatniej rzeczy, partii lub części (np. 7 maja konsument zamówił w sklepie internetowym robota kuchennego i czajnik elektryczny; pierwszy przedmiot otrzymał 11 maja, a drugi został dostarczony przez kuriera 15 maja; ostatnim dniem na odstąpienie od umowy jest zatem 29 maja).

Dodatkowo warto pamiętać jeszcze o dwóch zasadach dotyczących obliczania tego terminu: otóż jeżeli początkiem terminu oznaczonego w dniach jest pewne zdarzenie, nie uwzględnia się przy obliczaniu terminu dnia, w którym to zdarzenie nastąpiło. Oznacza to, że w przypadku zakupu rzeczy, termin na odstąpienie od umowy biegnie od dnia następującego po dniu, w którym rzecz została wydana/dostarczona; w przypadku zaś umowy o świadczenie usług od dnia następującego po dniu, w którym doszło do zawarcia umowy.

Ponadto jeżeli ostatni dzień terminu na odstąpienie od umowy jest dniem ustawowo wolnym od pracy, niedzielą lub sobotą, termin ten wygasa wraz z upływem ostatniej godziny następnego dnia roboczego. Co ważne, jeżeli konsument nie został poinformowany przez przedsiębiorcę o prawie odstąpienia od umowy, to termin na odstąpienie wydłuża się o 12 miesięcy od dnia upływu terminu 14 dni. Jeżeli jednak w tym okresie sprzedający przekaże mu tę informację, to termin do odstąpienia od umowy upływa po 14 dniach od dnia udzielenia tej informacji konsumentowi. W przypadku odstąpienia od umowy zawartej na odległość umowę uważa się za niezawartą. Jeżeli konsument złożył oświadczenie o odstąpieniu od umowy zanim przedsiębiorca przyjął jego ofertę, oferta przestaje wiązać. Należy też pamiętać, że wraz z odstąpieniem od umowy wygasają powiązane z nią umowy dodatkowe zawarte z przedsiębiorcą lub też z innymi podmiotami, z którymi ten się porozumiewał. Należy jednak pamiętać, że w określonych przypadkach konsumentowi nie przysługuje prawo odstąpienia od umowy zawartej na odległość. Takie prawo niestety nie przysługuje mu w odniesieniu do wielu rodzaju umów między innymi takich jak ta, w której przedmiotem świadczenia jest rzecz nieprefabrykowana, wyprodukowana według specyfikacji konsumenta lub służąca zaspokojeniu jego zindywidualizowanych potrzeb; jak choćby zakup sukienki szytej na miarę lub przykładowo taka, w której przedmiotem świadczenia jest rzecz ulegająca szybkiemu zepsuciu lub mająca krótki termin przydatności do użycia. Więcej przykładów tego typu umów bez problemu znaleźć można w sieci.

– Panie Mecenasie, jak może zakończyć się ta sprawa?

Pani Alicja może sformułować wobec sprzedającego żądanie nieodpłatnej naprawy towaru lub wymiany go na nowy. Sprzedawca jest wtedy zobowiązany pokryć wszystkie koszty, także koszt transportu. W naszej sprawie naprawa może ewentualnie dotyczyć owego nieszczęsnego tabletu, natomiast wymarzona kreacja powinna zostać po prostu wymieniona na nową – tym razem zgodną ze złożonym zamówieniem. Warto przy tym pamiętać, że sprzedawca ma prawo odmówić wymiany lub naprawy towaru, jeżeli jest to niemożliwe lub wymaga nadmiernych kosztów. W takiej jednak sytuacji, a także gdy sprzedawca nie jest w stanie dopełnić tego w odpowiednim czasie, pani Alicja mogłaby żądać obniżenia ceny lub nawet odstąpić od umowy sprzedaży. Wprawdzie nie możemy odstąpić od umowy, jeżeli wada nie jest istotna, lecz z taką sytuacją nie mamy przecież do czynienia w niniejszej sprawie, gdzie rozbieżność pomiędzy treścią zamówienia a faktycznie dostarczonym klientce towarem jest kolosalna. Z nieistotną wadą mamy stykamy się w sytuacji, gdy pomimo jej istnienia z zakupionego towaru można bez problemu korzystać, np. jeśli są to drobne zarysowania. Odpowiadając jednak na zadane mi pytanie, wskażę, iż nasz casus może się skończyć tak, że sprzedający uzna słuszność argumentacji pani – na co się raczej nie zanosi, biorąc pod uwagę formę i treść jego dotychczasowych wypowiedzi – i wtedy albo dostarczy kupującej odpowiadającą jej oczekiwaniom sukienkę i usunie usterki w tablecie – bądź dostarczy urządzenie oryginalne i wolne od wad – albo stwierdzi brak możliwość spełnienia oczekiwań pani Alicji i w rezultacie tego nastąpi odstąpienie od umowy. Wówczas klientka będzie musiała oddać wadliwy towar, a sprzedawca winien zwrócić jej pieniądze w wysokości odpowiadającej cenie ich zakupu. Rzecz jasna, sprawy mogą nie pójść równie gładko i cały spór może znaleźć swój finał na sali sądowej, czego oczywiście pani Alicji nie życzymy.

– A co ze sprzedającym? Panie Mecenasie, co grozi za ten  popularny proceder handlu podróbkami?
 
Przypomnijmy wszystkim i to w sposób bardzo wyraźny, że przestępstwem jest nie tylko podrabianie towarów, ale także handel nimi. Wynika to z art. 305 ust. 1 ustawy prawo własności przemysłowej. Przepis ten wymierzony jest nie tylko przeciwko osobom, które w celu wprowadzenia do obrotu oznaczają towary podrobionym lub zarejestrowanym znakiem towarowym, którego nie mają prawa używać. Na jego podstawie można pociągnąć do odpowiedzialności karnej także osoby, które dokonują obrotu towarami oznaczonymi takim znakiem. Dzięki temu można karać osoby, które handlują podróbkami na przykład w sklepach i na bazarach czy właśnie na aukcjach internetowych. Za popełnienie tego przestępstwa grozi kara grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do 2 lat. W przypadkach mniejszej wagi sprawcy grozi tylko grzywna. Natomiast jeżeli sprawca uczynił sobie z popełnienia tego przestępstwa stałe źródło dochodu albo dopuszcza się go w stosunku do towaru o znacznej wartości, to podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do nawet 5 lat. Na szczęście sprawcą analizowanego przestępstwa nie jest klient, który dokonał rzeczonego zakupu, jakkolwiek zagadnienie to przez pewien czas wzbudzało spory w prawie karnym, ponieważ próbowano karać takie osoby, wykorzystując przepisy kodeksu karnego o paserstwie. Przestępstwo paserstwa popełnia osoba, która rzecz uzyskaną za pomocą czynu zabronionego lub taką, o której na podstawie towarzyszących okoliczności powinien i może przypuszczać, że została uzyskana za pomocą czynu zabronionego nabywa lub pomaga do jej zbycia albo tę rzecz przyjmuje lub pomaga do jej ukrycia; za paserstwo grozi nawet 5 lat więzienia. Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 30 czerwca 2008 r. (sygn. akt I KZP 8/08) podjętej w składzie 7 sędziów uznał, że udział w obrocie towarami oznaczonymi podrobionymi znakami towarowymi nie jest przestępstwem paserstwa. Nie są to bowiem rzeczy uzyskane za pomocą czynu zabronionego. Za pomocą czynu zabronionego nadano im tylko nową cechę poprzez umieszczenie na towarze podrobionego znaku towarowego. W praktyce przywołana uchwała Sądu Najwyższego krępuje ręce organom ścigania, gdyby te chciały walczyć z osobami, które towary z podrobionym znakiem towarowym kupują. Dzięki nowelizacji art. 305 ust. 1 prawa własności przemysłowej mogą korzystać z tego przepisu jedynie w celu ukarania osób, które podróbkami handlują.

 – Na co więc powinniśmy  zwracać uwagę przy internetowych zakupach? 

Zakupy internetowe stopniowo wypierają tradycyjną formę zawierania umów sprzedaży. Nie są też nadmiernie skomplikowaną operacją, pod warunkiem, że będziemy pamiętali o kilku podstawowych zasadach. Otóż gdy już wybierzemy interesujący nas towar, możemy dodać go do wirtualnego koszyka. Od razu zaznaczam, że dodanie towaru do koszyka nie wiąże się z jakąkolwiek deklaracją związaną z kupnem. Wirtualny koszyk działa na podobnej zasadzie co realny. Zawsze możemy zrezygnować z towaru, wybrać inny lub kontynuować zakupy. Jeśli w naszym koszyku znalazły się towary, które faktycznie chcemy zakupić i jesteśmy tego pewni, należy udać się do wirtualnej kasy. W zależności od sklepu, finalizacja zamówienia może być oznaczana odmiennie na przykład: „do kasy”, „realizuj zamówienie”, etc. Po wybraniu właściwej opcji system poprosi nas o podanie adresu e-mail, danych osobowych wraz z adresem zamieszkania i niekiedy numerem telefonu. Następnym etapem jest wybór opcji dostarczenia towaru wraz ze sposobem zapłaty za zamówienie.

Najczęściej do wyboru jest wysyłka pocztą polską lub kurierem. Kolejny wybór, jaki czeka klienta, to wybór formy zapłaty. Jedną z możliwych opcji jest zapłata za towar kartą płatniczą. W tym przypadku należy uważać na to, czy dane połączenie jest zabezpieczone. W tym celu należy spojrzeć na pasek adresu w wyszukiwarce. Powinien być tam przedrostek adresu „http”. Tego typu przedrostek oznacza, że połączenie jest szyfrowane, co zwiększa bezpieczeństwo naszej transakcji. Jak widać chociażby na przykładzie sprawy pani Alicji, podczas zakupów przez internet należy zachować daleko idącą ostrożność. Nie znając tożsamości osoby sprzedającej, możemy jednak dowiedzieć się czegoś o niej i dopiero wtedy zdecydować, czy warto zakupić u niego wymarzony produkt. Co należy zrobić? Po pierwsze, sprawdzajmy opinie i komentarze o sprzedającym. Warto tutaj spojrzeć, czy nie zostały napisane jednego dnia albo w bardzo krótkim czasie, ponieważ mogłoby to sugerować, że zostały sfabrykowane przez niego samego bądź znajomych. Nie bójmy się również skorzystać z dostępnych środków kontaktu takich jak telefon, mail lub komunikator, aby przekonać się, czy to właściwa osoba i czy podała poprawne dane. W przypadku brania udziału w aukcji internetowej po jej wygraniu zobaczmy, czy podany numer rachunku bankowego zgadza się z tym, które było podane w opisie. Dla zachowania szczególnej ostrożności można umówić się też na odbiór towaru lub opłatę za pobraniem. Aby nabrać większej pewności co do konkretnego sklepu internetowego, warto go najpierw sprawdzić na portalach opiniujących. Jak już wyjaśniłem wyżej, bezpieczeństwo transakcji gwarantuje szyfrowana wersja protokołu „http”.

Zapobiega to przechwytywaniu i zmienianiu przesyłanych danych. Tak działają wszystkie banki, a także sklepy internetowe, które naprawdę chcą pokazać swoim klientom, że zakupy u nich dokonywane są pewne i gwarantujące najwyższą jakość świadczonych usług. Równie ważne jest sprawdzanie sklepów internetowych pod względem udzielanych informacji. Według raportu Urzędu Ochrony Konsumentów i Konkurencji aż 50% klientów nie było informowanych o prawie do odstąpienia od umowy. Częstym problemem jest także niewłaściwy towar czy trudności z dostarczeniem dowodu zakupu.

Warto uważać na takie firmy i robić zakupy tylko w tych, w których konsument otrzymuje przejrzyste informacje i może dokonywać swoich transakcji bezpiecznie dzięki zastosowaniu wszelkich środków ostrożności przez sklep.

Artykuł przygotowany przy współpracy z mecenasem Mateuszem Przybylskim