Szczecinianka o ogromnej energii. Prowadzi kancelarię adwokacką, działa aktywnie w stowarzyszeniu Rotary Center, jest członkiem nadzorczym spółki „Wodociągi Rewal”. Pasjonatka życia, jogi Kundalini i wewnętrznego rozwoju. Sama o sobie mówi, że jest jak „burza w szklance wody”.

AB: Zapytam  o początki twojej kariery prawniczej. Zaczynałaś jako prokurator, następnie byłaś radcą prawnym, a obecnie jesteś adwokatem. Dlaczego wybrałaś taką ścieżkę, przypadek czy cel?

IKR: Od samego początku moim celem było prowadzenie kancelarii adwokackiej. Zaczynałam od wymiaru sprawiedliwości, po czym już po nominacji na prokuratora zrezygnowałam ze stanowiska i założyłam kancelarię radcowską. Myślałam, że do spraw karnych i wizyt w aresztach, którymi w prokuraturze głównie się zajmowaliśmy, już nigdy nie wrócę. Będąc radcą prawnym całkowicie od tego odeszłam, zaczęłam prowadzić sprawy cywilne, administracyjne, samorządowe, zajęłam się obsługą spółek oraz osób prywatnych prowadzących działalność. Natomiast moi klienci, którzy wiedzieli, że zajmowałam się sprawami karnymi i w tym się też specjalizuję, dopytywali się o mój powrót do tego typu działalności. Około roku 2008 postanowiłam przejść do adwokatury. Jestem z tego bardzo zadowolona, myślę, że w ciągu ostatnich 3 lat zdecydowanie w mojej kancelarii przeważają sprawy karne, co potwierdza , że bardzo dobrze się w nich odnajduję „z tej drugiej strony”.

AB: Wspomniałaś o sprawach kryminalnych, z którymi wiąże się często pewna doza niebezpieczeństwa, czy to też w jakiś sposób wpłynęło na Twoją decyzję o zmianie ścieżki kariery?

IKR: Od samego początku wiedziałam, że to jest tylko mój pierwszy krok, że od tego zacznę, ale nie widziałam~ siebie pracującej w takiej instytucji na stałe. Widziałam swoją przyszłość w wolnym zawodzie, zdecydowanie. Tam, gdzie mogę sama podejmować decyzje. Praca w prokuraturze wiąże się z pewną podległością, aczkolwiek oczywiście samą pracę jako zdobyte doświadczenie wspominam bardzo dobrze, nauczyła mnie odpowiedzialności i szybkiego podejmowania decyzji, co przydało mi się później przy prowadzeniu własnej kancelarii.

AB: Dominuje stereotyp, że świat prawniczy jest to głównie mężczyźni  jak się w tym odnalazłaś – czy bycie kobietą ułatwiało czy raczej utrudniało budowanie relacji i pozycji zawodowej?

IKR: Zdecydowanie świat prawniczy w dużej mierze, zwłaszcza gdy zaczynałam, był światem męskim. Teraz się być może trochę to zmienia, jednak myślę, że w sprawach karnych nadal większość adwokatów to mężczyźni. Trudno powiedzieć, jak się przebiłam do prowadzenia spraw karnych, i to dość poważnych, którymi się zajmuję.

Myślę że chodzi o moje podejście do klienta, bardzo poważnie traktuję swoją pracę, jest ona moją pasją i ludzie to czują.

Podstawową rzeczą, która dominuje w mojej pracy i która obiecałam sobie, że będzie mnie wyróżniać jest to, że zawsze bezwarunkowo mówię swoim klientom, jak ich sytuacja prawna wygląda. Zawsze jest to szczera rozmowa, która opiera się na zaufaniu. I myślę, że moi klienci bardzo to doceniają. Innym aspektem jest to, że bardzo uważnie czytam akta, jestem pod tym względem precyzyjna, tak więc mogę powiedzieć, że dzięki temu udaje mi się w tych sprawach karnych zaistnieć.

AB: Oprócz kariery prawniczej zajmujesz się również działalnością charytatywną. Czy mogłabyś powiedzieć coś więcej o klubie, do którego należysz?

IKR: Od roku 2003, czyli w zasadzie od początku powstania należę do stowarzyszenia Rotary Szczecin Center. W tej chwili jestem wiceprezesem, pełniłam też funkcję prezydenta w 2014 roku. Jest to bardzo trudna praca, angażująca mnóstwo czasu, poświęconego na pomoc osobom potrzebującym . W tym celu poszukujemy sponsorów oraz organizujemy imprezy charytatywne.

Jesteśmy prężnie działającym klubem, wydajemy ponad 100 tysięcy złotych rocznie na cele charytatywne.

Uważam, że to jest dużo, jak na taki niewielki klub, który zrzesza kilkunastu członków. Zawsze chciałam pracować charytatywnie, bardzo mi się to podoba, wartością jest także to, że poznałam fantastycznych ludzi, których nigdy nie miałabym pewnie okazji spotkać. W tym roku zostałam wyróżniona odznaczeniem Paul’a Harris’a za działalność w Rotary (jedno z najwyższych wyróżnień przyznawanych przez organizację Rotary – przyp.red.).

AB: Gratuluję! Chciałabym jeszcze dopytać o klub Rotary, gdyż krąży wiele mitów na temat tego stowarzyszenia. W jaki sposób można stać się jego członkiem?

IKR: Obowiązują określone zasady przyjmowania nowych osób. W zasadzie każdy powinien być z innego zawodu, albo prowadzić działalność gospodarczą, która nie pokrywa się z działalnością, którą prowadzi inny członek klubu. Członka klubu może wprowadzić inna osoba, przedstawić, zarekomendować, że jest to osoba godna zaufania i polecenia. Taka osoba przez miesiąc przychodzi na spotkania, sama decyduje, czy jej to odpowiada, czy nie, a potem jest głosowanie i musi być jednogłośna decyzja całego stowarzyszenia, czy chcemy przyjąć nowego członka na pokład.

AB: Bardzo rygorystycznie…

IKR: Może rygorystycznie, ale my jesteśmy fajną grupą osób i w zasadzie to od razu widać, czy osoba, która przychodzi się z nami zasymiluje czy też nie. Bardzo stawiamy na wewnętrzną współpracę, wspieranie siebie nawzajem, myślę, że nasz klub się tym wyróżnia i dlatego udaje nam się tyle fajnych rzeczy robić.

Ciekawostką jest też to, że w naszym klubie przeważają panie – na kilkanaście osób tylko trzem panom póki co udało się dostać do naszej grupy. Myślę, że nasz sukces polega na tym, że pomimo tego, że oczywiście są czasem różnice zdań, my się lubimy, akceptujemy, integrujemy, i dlatego razem możemy coś stworzyć.

Chyba zawsze tak jest, że dopiero wtedy jest możliwy sukces. Działalność w Rotary dla mnie to oprócz tego, że ma się możliwość komuś pomóc, to również znakomity sposób na poznawanie fantastycznych osób. Wiem, że o Rotary mówi się różne rzeczy, czasem mnie to bardzo bawi, gdy niektórzy znajomi patrząc na to, ile czasu poświęcam na działalność klubową, pytają ile zarabiam, a kiedy mówię, że nie zarabiam, i płacę składki członkowskie miesięczne, żeby w ogóle do tego klubu należeć oraz czasem jako członkowie zajmujemy się też sponsoringiem, to patrzą na mnie ze zdziwieniem i lekkim niedowierzeniem. To, że my organizujemy imprezy i pojawiamy się na nich, ma głównie na celu pokazanie naszym sponsorom, którzy przeznaczają swoje środki na nasz klub, w jaki sposób my te pieniądze wydajemy, jest to też formą wdzięczności wobec nich za wspieranie Klubu. Po to, żeby wszyscy, których zaprosiliśmy, widzieli, czym się zajmujemy i żeby chcieli w przyszłości nadal nas wspierać w naszej działalności.

AB: Będąc kobietą sukcesu, spotkałaś się z zawiścią, zazdrością ze strony kobiet czy też raczej wsparciem ich strony?

IKR: Spotkałam się zarówno z jednym, jak i drugim. Zazdrość zawsze gdzieś tam istnieje, tak naprawdę nie wiadomo nigdy do końca z jakiego powodu, ale znam także fantastyczne kobiety, i to jest przeważająca grupa w moim otoczeniu. Wszystkie kobiety z mojego bliskiego otoczenia są kobietami spełnionymi, które mają taką fajną świadomość, co pozwala na to, że możemy się nawzajem wspierać.

AB: Skąd czerpiesz energię, żeby robić naraz tyle rzeczy – praca, działalność charytatywna, rodzina?

IKR: Większość moich znajomych twierdzi, że mam nadmiar energii, w tym także mój syn. Mówią, że jestem nie do zdarcia. Myślę, że to jest kwestia wrodzona, zawsze tak miałam, że trudno mi było usiedzieć w domu. Teraz też tak mam, angażuję się w mnóstwo rzeczy, poza pracą, czasem mi się wydaje, że mogę bardzo dużo, doba jest jednak niestety ograniczona.

Czasem miewam takie stany, że chciałabym zwolnić i staram się to robić, stąd też moje zainteresowanie jogą Kundalini. Jest to trochę inna joga niż klasyczna, bardzo polecam ją wszystkim kobietom, które chcą osiągnąć większy spokój wewnętrzny. Są to fantastyczne zajęcia, oparte na określonym oddechu, wyciszające, co się świetnie składa, ponieważ ja jestem taka „burza w szklance wody”.

Joga mi pomaga, ponieważ po takich ćwiczeniach można się bardziej skoncentrować na jednej rzeczy, nie na pięciu naraz, co potrafiłam wcześniej robić, a dziś staram się mieć do tego trochę inne podejście. Bardziej dojrzałe i naprawdę bardzo jestem zadowolona, że w moim rozwoju ta joga się pojawiła. Myślę, że jeśli ktoś jest na takim etapie w życiu, że chce rozwijać swoją samoświadomość, a ja na takim teraz jestem, to takie zajęcia są bardzo przydatne.

AB: Wolny czas przeznaczasz na jogę, a co jeszcze robisz, gdy nie pracujesz, o ile zdarzają się w ogóle takie chwile?

IKR: Poza jogą uprawiam trochę sportu, a konkretnie power plate, czyli ćwiczenia z trenerem i obciążeniami na takim specjalnym urządzeniu. Na siłownię w tygodniu nie mam czasu, a power plate to ćwiczenia trwające 20-25 minut, więc ich ogromnym plusem jest to, że mogę wyjść z kancelarii na 45 minut i takie zajęcia zaliczyć. Do tego ostatnio pasjonuje mnie golf. Robię obecnie zieloną kartę, to było dla mnie ogromne wyzwanie, ponieważ zajęcia z golfa są cztery razy w tygodniu, trzeba na nie dojechać i znaleźć na to czas pomiędzy pracą i innymi pasjami. Także zastanawiam się, czy ja w ogóle mam wolny czas. Aczkolwiek w weekendy przeważnie nie pracuję, jest to czas dla mnie i dla moich znajomych, mam fajną paczkę przyjaciół, z którymi bardzo lubię spędzać czas. Poza członkami Rotary oczywiście. Dużo wyjeżdżam, tak więc tak naprawdę czas mi bardzo szybko upływa i to jest jedyna rzecz, z której jestem ostatnio niezadowolona.

AB: Dużo pracy wkładasz zarówno w prowadzenie kancelarii, jak i działalność Rotary. Jak udało Ci się to wszystko połączyć z wychowaniem syna? Może masz jakieś rady dla mam, które chciałyby robić coś więcej, ale jednak boją się, że nie sprostają połączeniu tylu obowiązków z macierzyństwem?

IKR: Mamy zawsze niestety mają wyrzuty sumienia, że zajmują się czymś innym niż swoim dzieckiem, zupełnie moim zdaniem niepotrzebnie. Naturalnie należy dziecku poświęcać bardzo dużo czasu, ale to też nie do końca musi być kosztem rezygnacji ze wszystkiego. W miarę możliwości, kiedy dziecko dorasta, myślę, że warto wrócić do swoich pasji czy do swojego zawodu w zależności od tego, jaka jest sytuacja w rodzinie. Często też słyszymy takie zdanie, ze matka powinna być przede wszystkim szczęśliwa.  Dziecko jest w stanie wyczuć, że matka siedzi w domu i akurat to nie jest jej wyborem, że tylko się nim zajmuje. Moja droga życiowa zdecydowanie taka nigdy nie była.

Moje dziecko musiało się z tym pogodzić, na tyle, ile mogłam, zawsze z nim przede wszystkim rozmawiałam, pokazywałam, że można mieć różne pasje, woziłam na wszelkiego rodzaju zajęcia, pewnie czasem byłam zmęczona, natomiast dzisiaj z moim synem mogę usiąść, porozmawiać o wszystkim, o książkach, które czytamy, bo telewizji nie oglądamy od paru lat. I myślę, ze ta relacja jest fajna, mimo, że on czasem wspomina, że mama była często zajęta. No tak, mama rzeczywiście była zajęta, bo jak ja zakładałam kancelarię to mój syn miał około czterech lat. Tak więc był mały.

W połączeniu tego wszystkiego wspierał mnie oczywiście mój ówczesny mąż, który bardzo się synem zajmował, jak był tutaj na
miejscu w Szczecinie. Zdecydowanie ja bym nigdy nie mogła zajmować się tylko domem i dzieckiem, taki mam charakter, ale oczywiście każdy jest inny. Znam kobiety, które świetnie się w tym odnajdują i realizują – dom, mąż, i w zasadzie nie chcą w niczym więcej się realizować –fajnie, jeśli się ktoś w tym czuje spełniony, to super. Natomiast moim zdaniem każdy człowiek powinien robić wszystkie rzeczy, jakimi się zajmuje, w taki sposób, aby czuł się spełniony. Wiadomo, ze rola matki do czasu przedszkola dziecka jest bardzo ważna, więc do czasu skończenia przez dziecko około 3 lat jest czas, żeby powoli znów się wdrożyć do innych zajęć.  Nie ma jednej dobrej rady, każdy jest inny i ma inną drogę, ale nie sądzę, żeby dziecko mające szczęśliwą i spełnioną matkę miało z tym problem. Sądzę, że gorzej by było, gdyby matka była nieszczęśliwa i niezadowolona, i w jakimś momencie negatywne emocje przerzuciłaby na członków rodziny. Ale tak jak powiedziałam, każdy z nas czegoś innego potrzebuje.

Rozmawiałam niedawno ze znajomą, która urodziła dziecko, i zapytała mnie, wiedząc, że moje dziecko już jest dorosłe, co ja robię z tym wolnym czasem? A tak naprawdę ja tego wolnego czasu nie mam, energię, którą wcześniej przeznaczałam na dziecko, teraz mogę przekierować na zupełnie inne tory. Dalej mam w głowie wiele planów, na które jeszcze nie starczyło czasu, mam marzenie, żeby zająć się tańcem nowoczesnym, zawsze też chciałam się uczyć języków obcych, na wszystko się czasu nie znajdzie niestety.

AB: A czy zdarzają ci się  chwile zwątpienia, braku energii?

IKR: Coraz rzadziej. Myślę, że bardziej potrafię sobie poradzić z trudnymi chwilami. Dzisiaj podchodzę do tego inaczej niż kiedyś, uważam, że każda trudna chwila, każda sytuacja, która próbuje mnie wybić z drogi którą kroczę, to jest dla mnie kolejna szansa na dalszy rozwój. Zdarza mi się po prostu, że bywam zmęczona, ale to jest chwilowe, za moment wstaję i myślę, co robić dalej, także na razie jest dobrze.

AB: Na koniec poproszę o budujące przesłanie dla naszych czytelniczek

IKR: Wszystkim kobietom, które mają chwilę zwątpienia co do tego, co robić dalej polecam aby się na chwilę zatrzymały i zastanowiły, czego tak naprawdę im potrzeba, żeby się poczuły szczęśliwe. Może trochę idealistycznie to zabrzmi, ale uważam, że szczęście należy odnaleźć przede wszystkim w sobie, i każda z nas zna odpowiedź czym powinna się zająć. Co powinna robić, do osiągnięcia jakich celów dążyć. Dobrze by było, żeby usłyszała ten swój własny głos, do tego potrzebna jest praca ze sobą i dla siebie. Chwila skupienia i zatrzymania się na pewno pomoże. Każda z nas jest wyjątkowa, i ma zupełnie inną drogę, należy zatem patrzeć na siebie, a nie na to co robią inni. Zaufać sobie oraz swojej intuicji.

AB: Dziękuję bardzo za rozmowę.

IKR: Dziękuję

Z Iwoną Korulczyk- Rinas rozmawiała Anna Bajus

Foto: Marlena Matuszak, archiwum prywatne